piątek

Dziewczyna w czerwonej pelerynie - Sarah Blackley-Cartwright & David Leslie Johnson

    „Pewnego razu…
Była sobie Dziewczyna
i był sobie Wilk.”

   Książka „Dziewczyna w czerwonej pelerynie” kusiła od momentu wydania. Doskonale wiedziałam, że jest napisana na podstawie filmu, którego jednak nie widziałam, ale zbierał wiele dobrych opiń, a na dodatek hasło „historia luźno oparta na czerwonym kapturku” naprawdę przyciągała mnie niczym magnes. Zabrałam się, niestety dość dłuższy czas po premierze, za lekturę z ogromnym zapałem, dodatkowo będąc zachęcana piękną oprawą graficzną w środku…  Czy się nie przeliczyłam? Czy może tym razem to film jest lepszy od książki?

    Valerie to niczym się nie wyróżniająca córka z wioski, którą, gdyby nie comiesięczna ofiara, bezustannie atakowałby Wilk. Ale zazwyczaj jest zaspokojony jakimś młodym jagnięciem, czy jego kuzynem.  Siostra Valerie była mądra i piękna. A teraz nie żyje. Dlaczego? Bo Wilk postanowił zerwać niepisaną umowę, i w jakiś sposób zwabiając niewinną Lucie w pułapkę, zabił dziewczynę. Teraz cała wioska, mimo, że w żałobie, zaczyna się martwić, czy ataków nie będzie więcej, zaś Valerie zaręczona zostaje z kowalem Henrym wbrew swojej woli, bo, mimo, że nie powinna, dalej czuje coś do Petera – drwala przybyłego do wioski kilka lat po niefortunnym wypadku, po którym w efekcie została zabita kobieta. Dlaczego Wilk nie jest już usatysfakcjonowany z comiesięcznego ofiary? Czy Valerie i Peterowi dane jest być razem? Kto jest Wilkiem? Czy któryś z przyjaciół?

    Narracja  jest trzecioosobowa i szczerze powiedziawszy nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy to dobrze, czy źle. Dobrze, bo jak zawsze, poznajemy historię z perspektywy różnych postaci, i nie mamy do czynienia z niewiadomo jak niepotrzebnymi opisami tak mało wyróżniającej się spośród tłumu zwykłych bohaterek dziewczyny. Źle, ponieważ ogrom opisów  ogromnie nużył. A powiązanie z  Czerwonym kapturkiem na czym się opierało? Na tym, że w jednej powieści był Wilk (właściwie to zwykły wilkołak, jak się szło od początku domyśleć) oraz dziewczyna żyjąca w wiosce i posiadająca nieodłączną czerwoną część garderoby, w tym wypadku pelerynę. Zdecydowanie, gdybym nie wiedziała na początku, że spotkamy tu takie powiązanie nawet bym się nie zorientowała.

     Mamy w tej powieści naprawdę sporo postaci, jednak gdyby się dokładniej przyjrzeć, to po pierwsze, nie są ani trochę oryginalne, po drugie, są do siebie okropnie podobne. Nie ma w tej książce tak naprawdę kogoś takiego, kto swoim zachowaniem, swoimi dialogami wzbudzał automatycznie uśmiech na twarzy, a moim zdaniem w każdej książce, bez wyjątku, ktoś taki powinien być. Irytujące było także to, że mamy tu mnóstwo, po prostu niepotrzebnych opisów. Akcja wcale nie dzieje się w ciekawym miejscu, czy czasach, więc te opisy naprawdę były zbędne! Jestem definitywnie fanką dialogów, więc dla mnie to był duży minus.

    Teraz przechodzimy do rzeczy… niesłychanie przyjemnej, mianowicie oprawy graficznej.  Zawsze dla mnie „królem” ładnych grafik w środku książki było wydawnictwo Fabryka Słów, i myślę, ż raczej nadal będzie, ale nie ukrywam, że nigdy się z tak pięknie oprawioną książką nie spotkałam. Okładka sama w sobie nie jest jakoś specjalnie cudowna, ciekawa ale bez przesady, za to, to w jaki sposób ozdobione są rozdziały, podział na części… nic tylko cieszyć oko. Zaczyna i kończy książkę, jakby zarys „rozhasanego” Czerwonego Kapturka z siekierą, a za tą „uroczą” grafiką na początku, znajduje się bardzo, ale to bardzo ciekawy i cudowny wstęp, którego treść widać w tytule recenzji. Ogromne brawa dla grafików!

    Podsumowując, „Dziewczyna w czerwonej pelerynie” , mimo, że sprawia wrażenie jakby była zupełnie czymś nowym, wnoszącym ogromny powiew świeżości do literatury, jednak mnie na tym polu zastał zawód. Historia miała potencjał, ale wszechogarniająca nuda, pomieszana czasami z delikatnym dreszczykiem emocji jest chwilami nie do zniesienia. Dodam jeszcze na koniec tylko to, że moim zdaniem zupełnie bez powodu jest zrobiony szum o to, że wprowadzenie do książki (na nie całe 2 strony) napisała reżyserka Zmierzchu. Kogo to obchodzi?! Nie lepiej na okładce umieścić autora a nie kobietę, która napisała wprowadzenie?! Bezsens moim zdaniem. Aczkolwiek, jeżeli ktoś uparł się już, aby przeczytać tą książkę – życzę miłego czytania, może będziecie mieli lepszą opinię. Ja daję ocenę 6/10

Oryginalny tytuł : Red Riding Hood
Nr. Tomu w serii : I (więcej z tego co wiem nie będzie)
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania:
Ilość stron: 366
Cena det: 34,90

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Galeria Książki, za co bardzo dziękuję.


poniedziałek

Konkurs :)

No więc, z okazji 10.000 wejść, za które bardzo dziękuję, postanowiłam ogłosić niewielki konkurs :) Nie będzie on jakoś specjalnie skomplikowany, gdyż chcę, aby dużo osób się na niego zgłosiło, a ostatnim razem miałam zaledwie kilkanaście zgłoszeń. Więc zapraszam :)


Do wygrania jest książka "Kuszące zło" autorstwa Keri Arthur. Już trzecia część przygód Riley Jenson, może trafić właśnie do Ciebie! Co zrobić aby mieć szansę na zgarnięcie tej właśnie książeczki? Nic prostszego! Wystarczy jedynie wpisać w komentarzu, że się zgłaszacie, oraz odpowiedzieć mi na pytanie jakiego wydawnictwa książki najbardziej Ci się podobają, najchętniej kupujesz i najwięcej masz na półce? Nie wymagam jakiegoś eseju, a jednego zdania :) Zrób to, masz szansę na to, aby książka była Twoja!


Jeżeli ktoś nie ma konta na bloga, bardzo bym prosiła o zostawienie swojego adresu e-mail!


Termin? Od dzisiaj do...niech będzie soboty 29. października. Myślę, że wszyscy w tym czasie zdążą!


Na koniec jeszcze poproszę o wywieszenie tego bardzo skromniutkiego bannerka u siebie na blogu. Nie jest to wymagane, ale będzie mi niezmiernie miło!




PS: Pytanie jest z mojej czystej ciekawości :D Uznałam, że samo "zgłaszam się" w komentarzu wymusiłoby od Was zbyt mało wysiłku ;)


Mam nadzieję, że zgłosi się wiele osób! Pozdrawiam i życzę szczęścia!


UWAGA!
Dostałam informację, że niektóre osoby, nie posiadające konta na bloggerze w żaden sposób nie mogą dodać komentarza, dlatego takie osoby proszę o pisanie zgłoszenia na moje konto na LubimyCzytać oraz e-mail: paula128@buziaczek.pl

piątek

Krwawe szaleństwo - Karen Marie Moning

    "(...)- Jak ci mówiłem, panno Lane, nie wierz, że cokolwiek jest martwe...
- Wiem, wiem, dopóki "tego nie spalisz, nie pomacasz popiołów i nie zaczekasz dzień lub dwa, żeby się upewnić, że nic z nich nie powstanie""


    "Krwawe szaleństwo", autorstwa Karen Marie Moning to druga już część "Kronik MacKayli O'Connor". Z pierwszą miałam styczność na początku lipca (RECENZJA) i pozostawiła ona po sobie dobry smaczek ale także obietnicę na rozwinięcie w tej części większej ilości wątków. Byłam strasznie ucieszona na tę premierę i gdy tylko otrzymałam "Krwawe" w swoje rączki od razu zabrałam się za czytanie i sympatia, jaką darzyłam Mac oraz Jerricho powróciła już po kilku pierwszych stronach. Oczekiwałam godnej kontynuacji, podtrzymującej napięcie pierwszej części i jej klimat, nie rozwiązującej jednak jeszcze tych ważniejszych wątków. Dostałam to czego oczekiwałam, czy może autorka zapokoiła mój "głód" w inny sposób?


BARRONS, JERRICHO: Nie mam bladego pojęcia. Ciągle ratuje mi życie. To chyba coś znaczy.


    Od wydarzeń z "Mrocznego szaleństwa" minęło już trochę czasu. Mac odnalazła wtedy włócznię Luisne, broń potrafiącą zabijać elfy, a teraz przyszła pora na wyszukanie kolejnej relikwii. Razem z Barronsem wyruszają na aukcję, w której do wylicytowania jest Amulet. Jedna z Mrocznych Relikwii. Poszedł za ośmiocyfrową sumę, więc oczywistym jest, że Mac i Jerricho go nie nabyli, jednak znają adres nabywcy... a to wystarczy. Jednak co jeśli ktoś ich wyprzedzi? Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze V'lane. Jak wy byście się czuły, gdybyście zobowiązały się do obietnicy, mającej na celu porwanie was do krainy elfów na kilka godzin... czy też miesięcy? Długa neobecność Mac ma swój wpływ na zdarzenia, jednak gdy wraca, zaczyna pracować w księgarni, gdyż Fiona została wywalona Przez Barronsa, oraz jej stosunki z "pracodawcą" ulegają zmianie. A co z Mallucem, którego Mac rzekomo zabiła włócznią? Czy aby napewno mogą sobie pozwolić na samotne pałętanie się po ulicach? No i kim tak anprawdę jest Barrons, skoro nie człowiekiem, nie elfem a potrafi je zobaczyć oraz odstraszyć Cienie...? Tę zagadkę Mac ma dopiero odkryć.


V'LANE: Według ksiąg Roweny, V'lane jest księciem Seelie z Jasnego Dworu, członkiem Wysokiej Rady Królowej i czasami Małżonkiem. Jest elfem seksualnym zabójcą i w imieniu królowej Aoibheal próbował mnie skłonić, bym poszukiwała Sinsar Dubh.


    Narracja tej części się oczywiście nie zmieniła, nadal poznajemy wszystko z persprektywy zwariowanej Mac, któa jednak powoli dojrzewa do miana "kobiety", a wyrasta z "rozwydrzonego dzieciaka". Narracja, przez to, że z jej punktu widzenia, jest bardzo ajemnicza, bo dalej nie wiemy kim takim jest Jerricho, a niezykle mnie to intryguje, i miejsce gdzie jest Sinsar Dubh także jest nieznane. Niestety, jeszcze odrycie wszysttkich tajemnic przed nami.


MACKELTAR, CHRISTIAN: Zatrudniony na Wydziale Języków Starożytnych Trinity. Wie, kim jestem i znał moją siostrę! Nie mam pojęcia, jaka jest jego rola w tym wszystkim, nie znam też jego motywów. Wkrótce dowiem się więcej.


    Autorka, nie pozwalając abyśmy się nudzili, jednak unikając zbytniego rozwinięcia pierwotnych wątków wprowadziła nowe, równie zajmujące i ciekawe na tyle, że książkę kończyło się naprawdę szybko, co w sumie jest i zaletą i wadą. Chętnie poprzeżywałabym przygody razem z Mac jeszcze trochę dłużej. Pani Moning wprowadziła do fabuły chłopaka, który niesamowicie mnie zaintrygował i myślę, że mędzie miał duży wkład w rozwiniecie akcji następnej części, na kórą, mam nadzieję nie będziemy czekać jakoś specjalnie długo. 


ROWENA: W pewnym sensie przywódczyni związku widzących sidhe, udających kurierówPost Haste, Inc. Czy jest Wielką Mistrzynią? Mają kapitularz albo kryjówkę w starym opactwie kilka godzin drogi od Dublina.Muszę się dostać do tamtejszej biblioteki.


    W tej części bohaterowie są ci sami, niby dlaczego mieliby się zmieniać, w sumie to nikt oprócz Roweny (patrz wyżej) oraz Christiana, choć jak już wspominałam - myślę, że wątek z nim rozwinie się w następnej części, do "załogi" nie dołącza. Barrons nadal stroni od ludzi, a jego tajemniczość ani trochę nie maleje, za to Mac dojrzewa. Powolutku, bo powolutku, ale owszem. W recenzji "Mrocznego szaleństwa" narzekałam, że w pierwszej części w sumie w ogóle nie było V'lane'a, mimo, ż epojawiła isę o nim wzmianka w opisie ksiażki. W tej części poznajemy go trochę lepiej, i mimo, że jest, kim jest to stoi po stronie Mcc, nie chce, żeby jej sie coś stało. Moją sympatię zdobyła także dziewczynka, która była w pierwszej części, ale kompletnie o niej zapomniałam! Mianowicie Dani - młoda kurierka i widząca sidhe.


DANI: Młoda widząca sidhe, nastolatka, której darem jest nadludzka szybkość. W chwili gdy to piszę, może się pochwalić - i wykrzykiwałaby to z dachów, gdyby tylko mogła - zabitymi czterdziestoma siedmioma elfami. Jestem pewna, że jutro będzie ich więcej. Jej matkę zabił elf. Jesteśmy siostami w zemście. Pracuje dla Roweny i jest zatrudniona w Post Haste, Inc.


    Oprawa graficzna jest bardzo podobna do pierwszej części, jedynie zmieniony został trochę obrazek oraz kolory. Wcześniej było Stonehenge nie mające nic wspólnego z książką i niebieska oprawa, a teraz przynajmniej jest powiązanie. Coś mi mówi, że ta seria będzie się cudowanie prezentowała na półce, gdy już ją dałą zbiorę ;) W porównaniu z okładkami zagranicznymi znowu nie wypada najgorzej, ale też nie najlepiej.


    Podsumowując, Karen Marie Moning stworzyła bardzo udaną kontynuację bardzo dobrej serii, powiem nawet, że druga część przerosła pierwszą, chociaż nie wiem jak autorce uda się wytrwać z tym samym głównym wątkiem pięć części... chociaż kto wie, może nas czymś jeszcze zaskoczy! "Krwawe szaleństwo" napewno usatysfakcjonuje fanki tej serii oraz Barronsa (czyli takie jak ja) a ładny wygląd na półce i przystępna cena tylko nas zachęcają do sięgnięcia po lekturę, dzięki której pogrążymy sie w świecie Seelie i Unseelie oraz wielu tajemnic i zbrodni. Serię serdecznie polecam, a moja ocena to 9/10.


Oryginalny tytuł: Bloodfever
Numer tomu w serii: II
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 05.10.2011
Ilość stron: 389
Cena det.: 35 zł


Za książkę dziękuję Wydawnictwu MAG!


środa

Mrok - Marianne Curley

    „Zanim wkroczysz w mrok”

    "Mrok" to kontynuacja powieści "Straż" autorstwa Marianne Curley, która zdobyła swoją oryginalnością rzeszę fanów, w tym oczywiście mnie. Pierwsza część pozostawiła po sobie pewien niedosyt, chęć na więcej oraz wiele pytań, na które odpowiedzi pragneliśmy poznać wraz z nadejściem druiego tomu "Strażników Veridianu", jednak, czy już druga część da nam odpowiedzi? Czy może rozwinie się nowy wątek zostawiając wisienkę na torcie "Kluczowi"? Pewne jest tylko to, że "Mrok" zdecydowanie spełni wymagania każdego fana poprzedniego tomu!

    Mija rok od wydarzeń ze "Straży", kiedy to Marduk został pokonany, Ethan odarzony skrzydłami, Isabel przestała być Uczennicą Etahana, a Matt zaczął. Po roku zwyczajnych misji, nie sprawiających kłopotów, podczas misji do Francji, w której uczestniczyć mają Isabel razem z... Arkarianem, przez co dziewczyna czuje motylki w brzuchu, pojawia się komplikacja. Dwójka bohaterów zostaje napadnięta przez olbrzyma i staruszka, a Arkarian porwany... Isabel zrospaczona wraca do przyjaciół aby wszystkich o tym poinformować, szykuje się do misji ratunkowej, gdyż chce uratować mężczyznę, na którym tak bardzo jej zależy... jednak Lorian nie wyraził jeszcze swojej opinii na ten temat, a nieśmiertelny wcale nie chce narażać na niebezpieczeństwo większej ilości członków Straży niż to konieczne. Kategorycznie zabrania powstania misji ratunkowej pozwalającej uratować Akariana. Isabel razem z Ethanem są oburzeni decyzją Loriana i, no cóż, decydują sie działać na własną rękę, nie zważajac na to jakie przeszkody musza pokonać, z jakimi wyborami spię spotkać, ale czy są na to przygotowani? Czy dwójka nastolatków obdarzonych przydatnymi Darami w towarzystwie niemagicznego Matta podołają tak trudnemu zadaniu, jakim będzie uratowanie Arkariana? Gdzie jest przetrzymywany? Z kim? Co z tego wszystkiego wyniknie? Co z Mardukiem? Jakie to wszystko będzie mieć zakończenie?

    W tej części mamy przyjemność zapoznać się z książką opowiadaną dalej przez Isabel, ale punkt widzenia Ethana został zmieniony na Arkariana, co mnie na początku cieszyło, a potem już trochę mniej. Chodzi o to, że mimo, iż cały czas jestem jego fanką, jakoś tak, gdy już wiem, że w środku jest strasznie miękki, nie czuję do niego tego samego "pociągu" co przedtem. Arkarian otoczony nutką tajemniczości zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu.

    Cała książka opiera się na misji ratunkowej, o to właściwie chodzi, a przez to, że tylko Isabel "relacjonowała" nam co robili szykując się do wykonania zadania itp., książka była trochę zbyt ckliwa i mimo, że wiadomo - bardzo lubię emocje towarzyszące czytaniu, ale z naprawdę dobrej powieści fantastyczno-przygodowej, przez narrację z punktu widzenia dziewczyny zrobiła się w pewnym sensie powieść dla nastolatek z elementami survivalu! Okropnie się zawiodłam. Na dodatek cały wątek romantyczny był jakby... odsłonięty i strasznie przewidywalny, nawet mimo słów Pewnej Dziewczyny, Której Tożsamości Nie Ujawnię, Gdyż Będzie To Wielki Spoiler, wiedziałam jak to wszystko się skończy. Pozostawienie większości książki oczom Isabel było złą zmianą.

    Mamy tu sporo różnych bohaterów. Ci co byli i dalej będą - Ethan, Isabelle, Arkarian, ale też więcej było o Macie, conieco o Rochelle czy o Lorianie. Więcej się podowiadywaliśmy o Arkarianie, Isabel niczym mnie nie zainteresowała, ale jakoś w tej części... bardziej polubiłam Ethana! Sama nie wiem dlaczego, po prostu czułam do niego taką dużą sympatię i byłam trochę "zła" na autorkę, że koniec końców on z nikim nie był, a na trzecią część też się nic nie zapowiada, bo myślę, że będzie się ona skupiała na Macie (do którego też pałam większą sympatią!) oraz Rochelle. Chociaż kto wie, opis czasem bywa tylko zarysowaniem fabuły... Chociaż zostaje jeszcze Nedia... Kurde sama sobie wszystko plączę! Te domysły mnie kiedyś zgubią! Dowiemy się wszystkiego za kilka miesięcy, więc nie pozostaje nic innego jak tylko cierpliwie poczekać :) Aczkolwiek, zakończenie tej części, okropnie podobne do ostatnich stron "Staży" mimo, że w sumie było bardzo dobre i się cieszyłam, że takie było, to sama nie wiem... mam jakieś mieszane uczucia. W pewnym sensie irytuje mnie myśl o Isabel jako tym kim się stała, po prostu mi się ten pomysł nie podoba. Rany, sama nie wiem co uważam!

    Oprawa graficzna jest bardzo podobna do pierwszej części, chociaż sobie Akariana zupełnie inaczej wyobrażałam, w mojej wizji był bardzo przystojny, z wiecznym drwiącym uśmieszkiem na ustach, owiany nutką tajemniczości, a tu mamy faceta, wyglądającego na jakieś 40 lat psujacego na dodatek moje wyobrażenie szafirowowłosego! Aczkolwiek, książka na półce, obok "Straży" prezentuje się bardzo dostojnie :D Jeżeli zaś chodzi o porównanie do okłądek zagranicznych... w recenzji poprzedniej części się wygadałam na ten temat ;)

    Podsumowując, jeśli "Straż" przypadła ci do gustu, koniecznym jest abyś przeczytał/a jej kontynuację, bo tak ciekawa i oryginalna historia nie może odejść w zapomnienie! Muszę przyznać, że pani Curley tak rozplanowała akcję i wszystko inne w tej książce, że mimo sporej objętości przeczytałam ją błyskawicznie, a po odstawieniu na półkę, miałam wrażenie jakbym oglądała film. I tu przechodzimy do kwestii, że ogromnie chciałabym zobaczyć ekranizację tej serii! Mimo, że mam trochę mieszane uczucia co do końcwki oraz narracji, pozycja tak przyjemna w odbiorze i tak trafiająca w czytelnika (nawet się popłakałam! Nie na tej scenie co "powinnam", to prawda, ale owszem!) nie może dostać niskiej noty, więc moje serce byłoby niemalże obolałe, gdybym nie postawiła zasłużonego 8,5/10. W porównaniu z pierwszą częścią, względem narracji - gorzej, fabuły - lepiej :)

Oryginalny tytuł: The Dark
Numer tomu w serii: II
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 28.09.2011r.
Ilość stron: 432
Cena det.: 39.90

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar!


poniedziałek

Pomiędzy - Tara Hudson

    „Historia miłości, której nawet śmierć nie da rady pokonać”
    
    „Pomiędzy” autorstwa Tary Hudson to jedna z pierwszych części nowej serii wydanej w tym roku. Mało u nas na rynku jest opowieści o duchach, tak więc zabrałam się za opowieść o Amelii z zapałem i ciekawością, oczekując oryginalności i porywczości od tej pozycji i już w trakcie wiedziałam, że książka rzeczywiście wciąga, jest interesująca. Ale czy na tyle, aby zwalić z nóg?

    Amelia nie wie jak się nazywa, nie wie jak wygląda, nie wie praktycznie nic za wyjątkiem swojego imienia, zdaje sobie jedynie sprawę z tego, że nie żyje i teraz jako duch błąka się po świecie, ograniczonym do okolic High Road, nie wiadomo ile, bo czas też już nie ma dla niej znaczenia. Wszystko się zmienia w tym dniu, w tej chwili kiedy zaczyna czuć, ze tonie… jednak to nie ona się topi. To osiemnastoletni Joshua, który jadąc High Road wpadł do rzeki, miejsca, w którym Amelia zwyczajowo przebywa. Jakaś tajemnicza siła, a może to, że Joshua przez jakiś czas był… po drugiej stronie, sprawia, że Amelia jest w stanie go uratować, a  ten zaraz po przebudzeniu już na brzegu widzi ją. Widzi dziewczynę w ozdobnej sukni, której nikt poza nim nie jest w stanie dostrzec. Owa dwójka zaczyna się nawzajem darzyć uczuciem, ale czy jest ono możliwe, gdy pochodzą oni… dosłownie z dwóch różnych światów? I co jeśli przeznaczeniem Joshuy jest odprawianie egzorcyzmów na takich jak Amelia? Co do tego wszystkiego ma Ruth, babka chłopaka? Czy miłość wprost zza światów ma prawo istnieć?

    Z przodu okładki, na samej górze widnieje cytat, jaki powiedziała Becca Fitzpatrick odnośnie „Pomiędzy”, mianowicie: „Przejmująca i wzruszająca love story z paranormalnym twistem”. W sumie spokojnie można się zgodzić z tymi słowami, mimo, że zostały wypowiedziane w taki sposób, że trudno nam odgadnąć, jakie uczucia względem powieści pani Hudson ma Becca – czy bardzo pozytywne, czy postarała się w tej rekomendacji ukazać książkę w jak najlepszym świetle. Po przeczytaniu w sumie każdy powinien się zgodzić z tym wersem, bo mimo, że łez nie wywołuje, to jest na swój sposób wzruszająca i wciągająca, a walka dobra ze złem, jaka występuje w każdej powieści paranormal tutaj też się pojawia.

   Bardzo podobał mi się obraz duchów w tej książce i ogromnie boleję nad tym, że możemy ich tu poznać tak mało, bo tylko Amelię i Eliego (a kto to Eli to powiedzieć nie powiem!). Dziwne to także było z tego powodu, bo mimo, że Amelia tułała się i tułała, to nigdy żadnego swojego „pobratymca” nie spotkała. W tej powieści nie mamy do czynienia z duchami przenikającymi przez ściany, latającymi w powietrzu niczym całkowicie niematerialne zjawiska. Mimo, że nie są one dla normalnych ludzi wyczuwalne, to instynktownie je omijają, a, żeby się gdzieś dostać, muszą chodzić, biegać… nie męczą się co prawda, ale latać nie mogą (wnioskuję z tego, że Amelia mogła chyba stać na wodzie…? Albo pływała?). A, żeby przejść przez drzwi, musi im ktoś je otworzyć.

    Narracja w tym wypadku jest pierwszoosobowa, i mimo, że praktycznie nie daje nam się ona we znaki to czasami irytujące są strasznie sprzeczne emocje i uczucia Amelii, w sumie to chce to, ale też nie chce i tak w kółko… Podobało mi się tutaj za to, że związek jej i Joshuy był naprawdę… romantyczny i nie z tej ziemi! Nie jest to realcja jakich mamy ostatnio w paranormalach MASĘ, czyli „rozstania i powroty”, tylko non stop są przy sobie w pewnym sensie się wspierając kiedy druga osoba tego potrzebuje. Zdecydowanie jeden z piękniejszych wątków romantycznych ostatnio i jeden z większych plusów.

    Teraz możemy przejść do bohaterów. Amelia to dziewczyna spokojna, kochająca, ale też pełna wątpliwości co do tego komu ufać, jednak potrafi walczyć o swoje i się poświęcać. Joshua, wywodzący się z rodziny Medium także nie stanowił literackiego „łał”, bo był naprawdę w porządku chłopakiem jednak nie towarzyszyła mi przy czytaniu taka tęsknota, że chciałabym tego faceta mieć teraz tu, obok siebie, choć nie pogardziłabym ;) Poza tą dwójką i Elim, o którym naprawdę nie chcę za dużo mówić, tak naprawdę nie poznajemy innych postaci na tyle, żeby je polubić lub nie. Każdy się pojawia tylko na chwilę. Brakowało mi w tej książce kogoś, kto by mnie rozśmieszał i przy każdym jego odezwaniu się chciałabym się uśmiechać. Takiego trochę wariata, przyjaciela, który, mam nadzieję, że pojawi się w następnej części, najlepiej jako duch albo kolejne Medium :D

    Zatem teraz możemy przejść do okładki, chociaż w sumie ta wypowiedź jest totalnie zbędna, bo myślę, że każdy wie jakie będzie moje zdanie. Okładka jest nieziemska. Gdyby miała wypukły napis, to pewnie non stop bym ją dotykała, a tak to tylko się przyglądałam (co bardzo rozpraszało mnie podczas czytania oraz teraz, przy pisaniu tej recenzji także, bo Pomiędzy mam przed sobą!). Piękna postać, jakby przezroczysta czarnowłosej dziewczyny w ozdobnej sukni na moście, jakby gotowej do skoku… jestem niesamowicie zadowolona z tego, że okładka została jaka została.

    Podsumowując, „Pomiędzy”, mimo wysokiej ceny, warto mieć w swoich zbiorach chociażby dla fantastycznej okładki i oryginalności, jednak myślę, że ta książka nie za bardzo przypadnie do gustu osobom, które szczególnie cenią sobie wartką akcję. Chciałabym powiedzieć jeszcze jedno. Troszeczkę… to, że jestem zła to złe określenie, bo nie jestem, ale nie za bardzo rozumiem, dlaczego wydawnictwo podjęło teraz próbę wydania „Pomiędzy” (to samo tyczy się książki „Nevermore”, której premierę będziemy mieli 9 listopada), bo niestety, ale na kolejne części będziemy czekali szmat czasu! A przecież nikt tego nie lubi. Następna część zaplanowana jest w oryginale w lipcu 2012 a trzecia aż w 2013! Nie ukrywam, ze w ogóle mi się ten pomysł nie podoba, ale co zrobić. W każdym bądź razie polecam książkę osobom lubiącym paranormale, duchy oraz bardzo romantyczny główny wątek i daję książce ocenę 8,5/10.

Oryginalny tytuł: Hereafter
Nr. Tomu w serii: I
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 21.09.2011r.
Ilość stron: 344
Cena det.: 39.90


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Jaguar!



piątek

Stosik #2

Nie wiem sama czemu regularnie nie umieszczam stosików książek, po prostu tego nie wiem. Jeden umieściłam w wakacje, a teraz przyszła pora na ten ze zdobyczami z września/października, na dodatek nie wszystkimi, bo dużo książek jest pożyczonych :) Tak więc zapraszam do oglądania :D


Przepraszam za okropną jakość zdjęć!


Od góry:
1. Isola - Isabel Abedi (zakup własny)
2. Piękni i martwi - Ywonne Woon (zakup własny)
3. Wieczne pragnienie - Laura Wright (zakup własny)
4. Dziewczyna o szklanych stopach - Ali Shaw (zakup własny)
5. Nocny wędrowiec - Jocelynn Drake (zakup własny)
6. Monster high. Upiór z sąsiedztwa - Lisi Harrison (od wydawnictwa Bukowy Las) [recenzja >>TU<<]
7. Pieśni ziemi- Elspeth Cooper (zakup łasny)
8. Mroczny szept - Gena Showalter (od wydawnictwa Mira) [recenzja >>TU<<]




Od góry:
9. Świt demonów - Wiliam Hussey  (od wydawnictwa Jaguar) [recenzja >>TU<<]
9. W mocy ducha - Richelle Mead (zakup własny)
10. Ciepłe ciała - Isaac Marion (wymiana)
11. Czarodzieje - Lev Grossman (wymiana)
12. Hyperversum - Cecilia Randall (okazja na allegro za 13 zł :D)
13. Demony. Pokusa - Lisa Desrochers (od Wydawnictwa Dolnośląskiego) [recenzja >>TU<<]
14. Imperium wampirów - Clay&Susan Griffith (od serwisu nakanapie już jakiś czas temu) [recenzja >>TU<<]
15. Królestwo czarnego łabędzia - Lee Caroll (zakup własny) [recenzja >>TU<<]




Od góry:
16. Mag niezależny Flossia Naren cz. 1 - Kira Izmajłowa (zakup własny)
17. Zawód: Wiedźma cz. 2 - Olga Gromyko (zakup własny)
18. Strąceni - Gwen Hayes (wymiana)
19. Pomiędzy - Tara Hudson (od wydawnictwa Jaguar)
20. Mrok (od wydawnictwa Jaguar)
21. Dziedzictwo mroku - Bree Despein (od wydawnictwa Galeria książki)
22. Przekraczając granice - Oksana Pankiejewa (zakup własny)
23. Odnaleźć swą drogę - Aleksandra Ruda (zakup własny) [recenzja >>TU<<]
24. Zawsze przy mnie stój - Carolyn  Jess-Cooke


STOSIK KSIĄŻEK POŻYCZONYCH, ALBO TAKICH KTÓRE Z JAKIEGOŚ POWODU NIE POJAWIŁY SIĘ NA ZDJĘCIACH XD


25. W pół drogi do grobu - Jeaniene Frost (od wydawnictwa MAG) [recenzja >>TU<<]
26. Łaska utracona - Bree Despein (od wydawnictwa Galeria książki)
27. Dziewczyna w czerwonej pelerynie (jw.)
28. Krew aniołów - Nalini Sigh (zakup własny)
29. Walka światła i mroku o Percy Parker - Leanna Renee Hieber (zakup własny)
30. Obsydianowe serce cz.1 - Ju Honish (zakup własny)
31. Zawód: wiedźma cz. 1 (zakup własny)
32. Znak kości - Patricia Briggs (zakup własny)
33. Nowy wspaniały świat - Huxley
34. Kroniki świata wynurzonego 1 - Licia Troisi (od wydawnictwa Videograf II)


Książki zaznaczone na fioletowo to już przeczytane,a  na czarno jeszcze nie :D Za to te pogrubioną czcionką to takie książki, an które teraz mam manię... są o magii i są śmieszne, oraz rosyjskich autorek. Nie wiem jak się nazywają, wiec osobiście nazywam je Rozwalajacymi Książkami z Fabryki :D 


No to wiec to chyba na tyle ;D Następny stosik... zapewne gdzieś w listopadzie :D
____________________________________
Zapraszam na dół, na recenzję Straży : D

czwartek

Straż - Marianne Curley


    "Jedna nieodpowiedzialna decyzja może zapoczątkować ciąg katastrof..."

    Książka "Straż", o czym świadczyła wakacyjna, facebookowa akcja motywująca do czytania, po wydaniu poszła w zapomnienie, przez zmasowany atak wydawanych w tamtym okresie paranormali, ale ci, którzy głębiej poszukali natknęli się i na tą książkę, grubośc ich zachęciła, kupili... i doszli do tego samego wniosku co ja ... że to paranormale a nie "Straż" powinny odejść w zapomnienie! Powieść Marianne Curley to zdecydowanie coś nowego, łączącego w sobie cechy fantastyki z książką młodzieżową, jednak ze znacznym naciskiem na to pierwsze. Historia jaką sprezentowała nam autorka, na pewno długo zostanie w mojej pamięci i jestem praktycznie rzecz biorąc pewna, że w waszej też!

    Ethan, odkąd był małym chłopcem i zamordowana została jego siostra, służył Straży, i teraz, po wielu latach w końcu chciał dostać to jedno, jedyne wyjątkowe odznaczenie o jakim marzy się każdemu Strażnikowi - skrzydła. Jednak nie wszystko idzie po jego myśli. Ważniejsi od niego, rzeczywiście dają chłopcu wyraźnie do zrozumienia, że mają do niego zaufanie jednak okazują to trochę inaczej niż chłopakowi się zamarzyło. Powierzają mu bowien Uczennicę - młodszą siostrę swojego byłego najlepszego przyjaciela Matta - Isabel. Ethan będzie musiał razem ze swoim przewodnikiem, a także przyjacielem, Akarianem, wprowadzić Isabel w świat Strażników Veridianu, ale sprawę komplikuje fakt, że rodzina Isabel nie może się o niczym dowiedzieć, oraz, że Matt, brat dziewczyny nie patrzy przychylnym okiem na "projekt z historii" który wykonuje ona partnerując byłemu przyjacielowi. Czy pokonując wszystkie przeciwności Isabel stanie się odpowiednią Strażniczką? Czy Ethanowi uda się zwycięzko wyjść z kłopotów w jakie się wpakował? Czy będzie godny otrzymania mocy lotu? Czy w świecie, w którym trwa odwieczna walka między Porządkiem a Chaosem znajdzie się miejsce na uczucie? No i najważniejsze - gdzie tak naprawdę mieszka Akarian?

    Ostatnie pytanie oczywiście powinno być traktowane z przmróżeniem oka. Po prostu szafirowowłosy Akarian niesamowicie mnie intrygował i automatycznie jestem strasznie ciekawa gdzie spędza całe dnie, bo na ten temat był bardzo tajemniczy, nie tylko na ten co prawda, ale to się nazywa uczepić jakiegoś szczegółu, jakkolwiek nieznaczący by był (chociaż kto wie - może właśnie to będzie miało ogromny wpływ na rozwinięcie fabuły?). No i jeśli o nim mówimy to warto wspomnieć, że następna część tej trylogii – „Mrok” częściowo opowiadana właśnie z perspektywy mentora Ethana, z czego się ogromnie cieszę oczywiście.

    W książce mamy do czynienia z narracją pierwszoosoową, jednakże rozdziały są przeplatane na te z perspektywy Isabel, aby lepiej się zapoznać z jej sytuacją, bratem oraz ogólnie nią i jej uczuciami, oraz z perspektywy Ethana, jakby „bardziej głównego” bohatera na którym opiera się cała fabuła książki. Żadna narracja nie była jakoś specjalnie irytująca, raczej naturalna i mimo, że takie powieści, mają zazwyczaj narratora „wszechwiedzącego” i „wszechobecnego”, to rozwiązanie najlepiej pasowało do fabuły.

    Isabel i Ethan. Ta dwójka bohaterów była w sumie naprawdę ciekawa, ale, mimo, że mentora Ethana, Akariana o którym już oczywiście wcześniej wspomniałam, jakoś specjalnie dużo nie było, to i tak go okropnie polubiłam! Intryguje mnie jeszcze brat Isabel, Matt, i myślę, że dowiemy się conieco o nim w nastepnych częściach. Wątek romantyczny, którego właściwie to nie ma, aczkolwiek jak ktoś, tak jak ja, się uprze, to go dostrzeże, chociaż na pewno znajdziemy go w następnej części, jest… bardzo, ale to bardzo nieprzewidywalny i nawet jeżeli ktoś siągnie po tą książkę tylko dlatego, że chce się przekonać o jakiej nieprzewidywalności mówię, to dobrze. Każda motywacja jest dobra, a przy okazji na pewno urzeknie go histroria Strażników.

    Oprawa graficzna tejże serii w Polsce jest zdecydowanie… różna od tych zagranicznych. Tu mamy do czynienia z jasną okładką z blondwłosą, trochę jakby… niewinną postacią i, mimo, że nie jest to dzieło najwyższych lotów, przynajmniej moim zdaniem, bo jest tak jakby za dużo pustego na tej okładce, to na półce bardzo ładnie się prezentuje. Jeśli porównać by do okłądek zagranicznych, to, jak już wspomniałam, różni się ona od nich tym, że te z innych krajów są… przede wszystkim ciemniejsze, a po drugie, cel grafików był pewnie taki, że miały być bardziej nastrojowe, ale ta książka zdecydowanie nie ma nastroju pasujacego do czarnej okładki z kwiatem! Możemy w niej znaleźć humor, cięte dialogi itp., więc mimo wszystko uważam, że nasza okładka jest jak najbardziej udana.

    Podsumowując, „Straż” niesłusznie została zapomniana przez ludzi w tym natłoku książek, tak naprawdę do siebie zdumiewająco podobnych, i jest ona lekturą niemalże obowiązkową dla każdego fana lektur związanych z magią, tajemnicą i rewelacyjnymi emocjami towaryszącymi czytaniu. Bardzo się cieszę, że dostałam szansę przeczytania „Straży” i zdecydowanie polecam każdej osobie jako przyjemną lekturę do poduszki chociażby. Oceną w skali od 1 do 10 będzie ni mniej, ni więcej jak ładniutka i tłuściutka ósemka.

Orginalny tytuł: The Named
Numer tomu w serii: I
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 04.05.2011r.
Ilość stron: 430
Cena det: 39.90 zł

Następna część serii - "Mrok" już w sprzedaży!


niedziela

Demony. Pokusa - Lisa Desrochers

    "Gdybyś miała wybór pomiędzy niebem a piekłem, co byś wybrała?"
  
    "Demony. Pokusa" to książka, którą Lisa Desrochers, kalifornijska pisarka oraz doktor fizykoterapii zadebiutowała na rynku wydawniczym. Pierwsza część cyklu "Demony" podbiła za granicą serca wielu nastolatek i niedawno wydana została w Polsce, a ja chciałam się przekonać, czy książka rzeczywiście jest na tyle dobra, aby nasycić ciągle głodnych dobrych książek Polaków, którzy poprzeczkę książką szczególnie z gatunku paranormal romance stawiają dość wysoko, więc czy ta nowość spełni wymagania?


    Nigdzie nie spotkacie osoby bardziej nie wierzącej w miłość niż Frannie Cavanaugh. Siedemnastolatka, pochodząca z wielodzietnej, katolickiej rodziny, nie wierząca jednak w Boga to osoba wyjątkowo negatywnie zastawiona do uczucia jakim jest braterstwo dusz, czy też miłość. Potrafiła zerwać z chłopakiem tylko dla tego, że tamten jej ją wyznał, a teraz zmagając się z zalotami byłego, z wzajemnością, zaczyna zwracać uwagę na nowo przybyłego do Haden High przystojniaka, Luca, który jednak przybył z konkretna misją. Mianowicie jego zadaniem, najważniejszym w całej karierze demona, jest posiąść duszę Frannie i oznaczyć ją dla piekła, jednak nie odbędzie się bez przeszkód. Pierwszą z nich będzie pojawienie się równie nieziemskiego ucznia szkoły Gabe'a, anioła, który także ma za zadanie naznaczyć duszę dziewczyny, jednak dla nieba. Drugą z przeszkód będzie niespodziewane uczucie Luca do dziewczyny. Czy będzie ono miało szansę się rozwinąć? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Gabe? Czy Luc odważy się sprzeciwić tym o wiele wyżej postawionym dla zwykłej śmiertelniczki? Dla kogo oznaczona zostanie Frannie - piekła czy nieba, skoro cokolwiek się stanie jej życie nigdy nie będzie takie samo...?


    Na okładce z tyłu, pod opisem, znajduje się rekomendacja, której fragment tu zaprezentuję. "(...) Potyczka o duszę Frannie nie jest łatwa, więc emocje nie opadają ani na chwilę.(...)". Z tym fragmentem nie sposób się nie zgodzić.Przez język, przychylną czcionkę oraz dwie różne perspektywy (choć niekoniecznie takie jakie chciałabym aby były) książkę czyta się w tempie błyskawicznym i mimo ogromu banalnych fragmentów nie sposób się oderwać. "Demony" cierpiały na nadużywanie sceny, gdy jakiś chłopak czekał na Frannie przy szafce. To było po prostu NON STOP!


    Wspomniałam, że narracja była niekoniecznie taka jaką bym chciała, aczkolwiek ok bo z dwóch różnych perspektyw. Mianowicie widzimy tu świat oczami Frannie oraz Luca. Jakie są plusy? Oczywista sprawa jaką jest zapoznanie się z uczuciami obydwóch postaci, z szczególnym uwzględnieniem na uczucia wewnętrzne i zmiaany zachodzące w Lucu, lecz minusy za to były takie, że już od początku wiadome było to, że główną bohaterkę to właśnie z nim połączy uczucie i wcale mi się to nie podoba. Wiadomo, pozostaje jeszcze nadzieja, w postaci kolejnych tomów tejże serii i wątkami jeszcze nie do końca rozwiniętymi, ale gdy czyta się opis książki, to staje nam przed oczami portret gorącego i aroganckiego demona oraz słodkiego anioła. Nic bardziej mylnego. Ten "pociągający" demon w środku tak naprawdę był mięczakiem jakich mało, a Gabe uchodzący za... aniołka, potrafił walczyć o Frannie oraz być bardziej pociągający od niejednego demona.


    Do głównych bohaterów możemy zaliczyć właśnie tą trójkę - Frannie, Gabe'a oraz Luca (pełne imiona to Gabriel i Lucyfer) ale postacie drugoplanowe takie jak rodzice Frannie, jej przyjaciółki, czy Belial - "czarny charakter" także otrzymały swoje pięć minut. Główna bohaterka niczym specjalnym się nie wyróżniała.Zwykła, non stop niezdecydowana oraz irytująca nastolatka, nic nowego. Jeśli chodzi o facetów, to mimo, że obaj byli na swój sposób uroczy i dbali o Frannie, ja byłam cały czas Team Gabriel, ale oczywiście nadzieja umiera ostatnia, bo okładka zagraniczna drugiej części mówi nam coś innego niż ta od pierwszej... ;) Taylor i Riley jako przyjaciółki dobrze się spisywały, oraz rodzice głównej bohaterki byli moimi ulubieńcami, dlatego, że ich ulubieńcem był Gabriel :D


    Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to i nasza okładka i oryginalna są ładne, ale jakoś tak... żadna mnie nie zachwyciła. Posiadają w sumie jakiś tam klimat, odpowiadający fabule książki (choć pod tym względem zagraniczna wypada lepiej) ale żadnych zachwytów nie ma, aczkolwiek bardzo ładnie wygląda na półce (szczególnie obok "Czarodziejów" Grossmana) więc to zdecydowanie jest jeden z plusów książki. Mam nadzieję, że druga część będzie utrzymana w tym samym charakterze, a innych barwach (niebieskich!) :)


    Podsumowując, "Demony. Pokusa" pani Desrochers, mogą być przyjemną rozrywką dla ludzi szukających oryginalnych i w miarę niebanalnych historii jak i dla tych, którzy skupiają się tylko na poszukiwaniach książek oryginalnych i niepowtarzalnych, bo przygody Frannie, Luca i Gabe'a nie są rozrywką cały czas dającą się przewidzieć a pomieszanie tu dwóch tak od siebie różnych postaci jak Lucyfera i Gabriela i doprowadzenie do sojuszu jest naprawdę dobrą rozrywką. Jeśli chodzi o ocenę, będzie 6,5/10 :) Polecam!


Oryginalny tytuł: Personal Demons
Nr. tomu w serii: I
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 21.09.2011r.
Ilość stron: 368
Cena det.: 32 zł


W internecie znalazłam coś takiego (poniżej). Wygląda to jak plakat reklamujący film, ale szukałam informacji w sieci i nic nie znalazłam a jestem niemalże pewna, że to jest jakieś powiązanie... Wie ktoś o co chodzi?



Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję bardzo Wydawnictwu Dolnośląskiemu :)


wtorek

Łowca czarownic. Świt demonów - William Hussey

    "Pradawne zło budzi się z uśpienia!"


    Książkę "Świt Demonów", pierwszą część serii o łowcy czarownic polecił mi kolega, który wiedział, że taka książka może mi przypaść do gustu, a czytał ją w większości w oryginale, więc gdy nadarzyła się okazja do zrecenzowania, bardzo chętnie zabrałam się za czytanie powieści nietypowej i oryginalnej, ale czy dobre przeczucia były słuszne? Czy książka w rzeczywistości jest tak dobra jak wskazuje na to opis i rekomendacje, czy znowu wszystko jest wyolbrzymione?


    Jakie Harker ma świra na punkcie horrorów oraz stworzeń których istnienia nie da się udowodnić naukowo. Wampiry, wilkołaki, zombie... ileż on by oddał, żeby jakiegoś poznać? Jednak wszystko się zmienia, kiedy jego matka,pracująca w ośrodku, który badał tajemniczą broń na stworzenia zza światów, zostaje zamordowana w zmasowanym ataku a ojciec Jake'a, musi powiedzieć chłopcu całą prawdę o jego pochodzeniu i przeznaczeniu. Chłopak, razem z trójką przyjaciół - Rachel, Eddiem i Simonem musi zapobiec zbliżającemu się Świtowi Demonów, który umożliwi istotom zza światów przedostanie się na planetę ludzi. Dlaczego to akurat Jake'a wybrano do tej misji, dlaczego nie kogokolwiek innego? Jak poradzi sobie z urzeczywistnieniem jednego z horrorów? Czy podoła zadaniu i nie zawiedzie ludzi, którzy polegają na nim, chociaż nawet o tym nie wiedzą? Bo w końcu kto wie, czy za kilka dni, gdzieś w Polsce nie nastanie Świt Demonów...


    Narracja powieści Husseya jest oczywiście trzecioosobowa i nie wyobrażam sobie, żeby była inna  przy takim gatunku literatury. Dzięki temu a  nie innemu punktowi widzenia, nie widzimy wszystkich zdarzeń następujących jedno po drugim przez pryzmat opinii i uczuć Jake'a, a spotykamy się także z innymi bohaterami. Bliżej poznajemy przyjaciół chłopaka, którzy byli naprawdę przyjaźni i wierni chłopakowi, a wątek romantyczny powoli się rozwijający i pojawiający się już na pierwszych kartkach powieści - pomiędzy głównym bohaterem a Rachel, pozostawia dość wiele do życzenia.


    Bohaterów mieliśmy w "Łowcy czarownic" całą masę, od dobrych przyjaciół głównego bohatera, po najgorszych wrogów. Bardzo polubiłam naszą grupkę przyjaciół towarzyszącą prawie każdej karcie powieści jak i Jake'a oraz jego ojca, który w sumie okazał się kochający swoje dziecko ponad wszystko. Nie pałałam sympatią natomiast od samego początku do Joanny i, oczywiście ojca Rachel oraz H (rany, ja po prostu nigdy nie zapamiętam jak on się nazywał!).


    Oprawa graficzna książki może sprawiać z początku wrażenie, jakby na okładce było wiele "nawalone" wszystkiego, ale po dokładniejszym przypatrzeniu spostrzegamy, że okładka oddaje klimat książki, i jest o tysiąc razy lepsza od oryginalnej, a na półce wśród innej fantastyki myślę, że prezentowałaby się świetnie (niestety wielu książek z tego gatunku na własność nie posiadam).


    Na koniec, tej, niestety, krótkiej dziś recenzji mogę tylko powiedzieć, ze ta książka jest naprawdę warta przeczytania, aczkolwiek nie wpasowała się w mój gust, mimo, że bardzo bym tego chciała i nie mogę zmusić się do głośnego polecania Wam tej książki wszem w wobec. Jestem w stanie dać jedynie ocenę 6/10 i liczyć na to,  że nikogo nie zrażę i niedługo spotkam się jeszcze z recenzją twórczości pana Husseya, gdyż świat który wykreował jest naprawdę świetny. Polecam fanom fantastyki i horrorów ;)


Oryginalny tytuł: Witchfinder. Dawn of the Demontide.
Numer tomu w serii: I
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 07.09.2011r.
Ilość stron: 370
Cena det.: 39.90


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!



niedziela

Atrofia - Lauren DeStefano

    "Wyobraź sobie, że znasz dokładną datę swojej śmierci"


    "Atrofia" to debiut literacki dotąd oczywiście nieznanej autorki. Mimo, że bardzo dużo osób długo czekało na premierę tej powieści, ja non stop czułam jakieś opory, bo opis mimo, że niby przyciągał to jakoś tak... nie czułam takiej wszechogarniającej potrzeby, jak to niekiedy mamy gdy przeczytamy opis książki która okropnie nam się spodobała. Ale już po pierwszych recenzjach, wiedziałam, że się myliłam. Jestem fanką powieści antyutopijnych, więc po bardzo pozytywnych opiniach zaufanych osób zakupiłam Atrofię i dopiero teraz ją przeczytałam. Czy podzielam zdanie większości, czy stanowię niewielki procent ludzi którym ta książka się nie podobała?


    Dzieci poczęte nienaturalnie są niedoskonałe, więc aby zrobić z nich ludzi idealnych naukowcy i genetycy zaczęli pracować nad embrionami bez najmniejszych obciążeń genetycznych,a le tylko "oryginały" są bez wad i niemalże nieśmiertelne. Kolejne pokolenia, mimo, że odporne na choroby umierają śmiercią naturalną w wieku dwudziestu paru lat. Trzynastoletnia Cecily, szesnastoletnia Rihne oraz osiemnastoletnia Jenna zostają porwane przez Łowców i trafiają do ekskluzywnej recydencji z wieloma ogrodami, ogromnymi przestrzeniami i służącymi na każde zawołanie, ale kto tak naprawdę sprawuje pieczę nad domem? Pan domu, Zarządca Linden czy może jego szalony ojciec-genetyk Vaughn? Przeznaczeniem dziewczyn jest wyjść za Lindena, aby ten, do swojej śmierci miał z kim zostać. W idealnym wieku aby urodzić mu potomków oraz zostać Pierwsza Żoną jest Rihne. Jednak dlaczego tylko ona będzie stawiała tak wielki opór Lindenowi, mimo, iż wie, że z ogromnej posiadłości nie ma drogi ucieczki? Co ze służącym codziennie przynoszącym jej posiłki do pokojów? Czy istnieje siła która mogłaby ich rozłączyć? Co z Cecily i Jenną? Co tym razem kombinuje Vaugh i czy lekarstwo da się stworzyć?


    Narracja książki jest pierwszoosobowa, ale prawie zawsze gdy taka jest, bohaterka myśli wypowiada w czasie przeszłym. Na przykład zdanie z tej książki "Gabriel przynosi mi lunch do biblioteki" w innej brzmiałoby "Gabriel przyniósł mi lunch do biblioteki", ale nei przeszkadzało mi to w czytaniu, chociaż myślę, że przez to, że mamy do czynienia z tak dużą ilością bohaterów, narracja trzecioosobowa by się lepiej sprawdziła, chociaż nie wiem czy ta książka byłaby tym samym bez uczuć i rozmyślań Rihne.


    Bardzo podobało mi się miejsce w jakim bohaterka osadziła wszystkich bohaterów. Ogromna rezydencja, z ogrodem różanym, gajem pomarańczowym, wielką przestrzenią, ogromną biblioteką i tajemniczą piwnicą służącą za kryjówkę świrniętego profesora. Zdecydowanie autorka opisuje wszystko w taki sposób, że nie odczuwamy nudy, mimo iż akcja dzieje się non stop w tym samym miejscu. Magia tego miejsca nie pozwala nam się nudzić!


    Bohaterów, jak już wspomniałam, mamy tu całą masę. Od szalonego doktorka, przez spokojnego synalka po buntownicze kobiety. Mimo, że zdecydowanie jestem fanką książek śmiesznych z twardymi i sarkastycznymi bohaterami, to powieści antyutopijne, od których niekiedy aż... wieje smutkiem także lubię sobie czasami poczytać i to przez niepowtarzalny klimat "Atrofii" bohaterowie tak przypadli mi do gustu. Rihne, mimo, że z zewnątrz spokojna i opanowana, w środku aż cała się zagrzewała do walki i buntowała przeciw oczekiwaniom. Gabriela nie było jak poznać od środka,a le myślę, ze także nieraz myślał o ucieczce i morzu...   O dziwo, postacią którą polubiłam był... Linden! To nie była przecież jego wina, że ma szalonego ojca, który zmusił biedne dziewczyny do zostania jego żonami. No i był wręcz słodki w stosunku do dziewcząt. troszcył się o nie, do niczego nie zmuszał. Najbardziej beztroska z całej książki była trzynastoletnia, ciężarna Cecily. Dla niej przebywanie w tym domu miało związek z miłością, a oczywiście Rihne i Jenna tak nie uważały. Czuła się jak u siebie, kochała męża.


    Oprawa graficzna książki jest po prostu... niesamowita! Mając przed oczami okładki książek paranormalnych wydanych przez Prószyńskiego w ciągu tego roku (Dobrani, Bezduszna, Królestwo czarnego łabędzia i Atrofia) chciałoby się powiedzieć, że wydawnictwo robi świetna robotę z okładkami książek, ale tak naprawdę każda to okładka oryginalna. Chciałabym w następnej serii wydanej przez Prószyńskiego zobaczyć ich własny projekt, chociaż cieszę się, że atrofia została taka jaka była. Okładka idealnie nadaje się do książki, symbolizuje piękną duszę uwięzioną w olbrzymim i pięknym domu, uchodzącym jednak za więzienie. Piękna interpretacja.


    Podsumowując, "Atrofia", książka o oryginalnym tytule jak i treści jest pozycją obowiązkową dla fanów powieści antyutopijnych oraz wzruszającego wątku romantycznego. Jestem pewna, że opowieść debiutującej pisarki na długo zagnieździ się w Waszych sercach, tak jak w moim i, że posłuchacie się mnie i czym prędzej polować zaczniecie na tą książkę. Trochę ciężko mi ją ocenić, bo chciałabym dać 10, ale to trochę za dużo, bo nie czułam żalu gdy przerwałam ją aby przeczytać co innego, ale była lepsza od Deklaracji której dałam bodajże 9  więc... niech będzie 9,5/10 :) Serdecznie polecam!


Oryginalny tytuł: Wither
Nr. tomu w serii: I
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Data wydania: 12.07.2011
Ilość stron: 320
Cena det: 34 zł


Dodam jeszcze tylko, że teraz naprawdę długo poczekamy sobie na kontynuację "Atrofii" która jest przewidziana na wydanie w oryginale... dopiero 21 lutego! Czyli my poczekamy sobie jeszcze więcej... Ale dla takiego cuda na półce jestem w stanie czekać :)