Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra Clare. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cassandra Clare. Pokaż wszystkie posty

wtorek

Mechaniczna księżniczka - Cassandra Clare

Dawno nic nie pisałam, a więc trzeba zrobić wielki powrót... Oto i recenzja "Mechanicznej księżniczki"!

     "Nasze pragnienia zawsze się modlą, choćby wargi milczały"*

     Ostatnimi czasy kompletnie nie miałam czasu na czytanie czegokolwiek. Szkoła mnie przytłaczała i całkowicie nie miałam do tego nastroju. Także przez mniej więcej dwa miesiące niemal wcale nie zaglądałam na to, jakie nowości się przez ten czas ukazują, dlatego było dla mnie ogromnym zaskoczeniem gdy patrzę, a tu wydana właśnie "Mechaniczna księżniczka" - ostatni tom cyklu "Diabelskie maszyny", na który tak bardzo czekałam! Gdy tylko dorwałam egzemplarz, niemalże połknęłam go w parę godzin i cóż... muszę przyznać że to pierwsza książka od dawna, która wywołała u mnie tyle emocji, tyle skrajnych emocji. Ale o tym za chwil parę!

"Łzy są kroplami krwi duszy"*

      W Londynie tymczasowo panuje spokój. Trwają przygotowania do ślubu Jema i Tessy, wszystko wydaje się być chwilowo w porządku. Jednakże "chwilowo" to niezbędne słowo w tym przypadku, ponieważ bezwzględny Mortmain nie ma najmniejszego zamiaru zrezygnować ze swojej automatycznej armii, jak i chęci posiadania Tessy, która ma mu posłużyć i za narzędzie w celu udoskonalenia mechanicznych żołnierzy, jak i zostać jego żoną. W dodatku Mortmain znalazł sobie najlepszą kartę przetargową z możliwych - wykupił cały zapas narkotyku, bez którego Jem nie może żyć, i teraz wszyscy bliscy srebrnowłosemu chłopakowi robią wszystko aby utrzymać Tessę przy sobie i jednocześnie Jema przy życiu. Jednak czy, gdy Mortmainowi uda się porwać Tessę, zostanie ona wybawiona? Co się stanie z Jemem - Branwellom z pomocą Magnusa uda się wynaleźć lekarstwo, czy chłopak umrze, tak jak już dawno było mu to pisane? Jakiego wyboru ostatecznie dokona Tessa, o ile w ogóle będzie miała między kim wybierać? Co się stanie z Instytutem i braćmi Lightwood? Jak skończy się ta historia?

"O ty­le sta­jesz się z dnia na dzień piękniej­szy, o ile wzras­ta w to­bie miłość. Bo miłość jest oz­dobą duszy, jest jej pięknem."*

     Prawdę mówiąc, jeśli chodzi o tę książkę to z jednej strony po  prostu marzyłam o tym, żeby ją przeczytać, a  drugiej trochę się tego obawiałam. Nie bardzo podobał mi się sposób w jaki Cassandra Clare przedłużyła po trzecim tomie swoją drugą serię - "Dary Anioła" i bałam się przez to jak tutaj akcja zostanie poprowadzona. Będąc szczera, nie pamiętam kiedy przy jakieś książce doświadczyłam tylu skrajnych emocji. W niektórych momentach się śmiałam, w innych płakałam a w jeszcze innych wyklinałam na autorkę z frustracji, dlaczego ona tak kombinuje? Spodziewałam się w miarę prostego zakończenia, a otrzymałam coś całkiem innego. Przez kilkadziesiąt stron końcowych miałam ogromną ochotę po prostu rozszarpać egzemplarz i nie doczytywać go nawet do końca, ale cały czas mówiłam sobie "Jeszcze może da się to uratować". I prawdę mówiąc... dało się, ponieważ samo zakończenie było idealne, jak z moich fantazji, które miałam w głowie jeszcze świeżo po przeczytaniu drugiego tomu. Sposób w jaki do owego końca doszło średnio mi się podobał, ale całe zwieńczenie tej historii było niczym ogromna, słodka i piękna wisienka na niezbyt idealnym torcie. Jednak ostatecznie... Uważam niemalże wszystko (z małymi wyjątkami) co działo się w fabule, za plus.

"Człowiek jest ty­le wart, ile jest w sta­nie kochać."*

     W tej części dość dużą uwagę poświęcono braciom Lightwood, których naprawdę polubiłam, Gideona w szczególności. Poza tym było trochę więcej Magnusa, ale przede wszystkim - dużo wątków z Jemem. Zazwyczaj w książkach bardziej podobają mi się ci niegrzeczni chłopcy, jak większości z resztą, ale w tym przypadku to spokojny Jem zawładnął moim serduchem od początku i do końca wierzyłam, że będzie tam gdzie jego miejsce - na pewno nie tam, gdzie zmarli. Naturalnie dochodzą do tego jeszcze Tessa i Will, bo w końcu gdyby tego trójkąta miłosnego nie było, to co by to była za historia?

"Czas to ludzie, bo to ludzie tworzą czasy, dobre lub złe."*

     Jestem bardzo zadowolona z tego, że wydawnictwo zdecydowało się wydać obie serie pani Clare z amerykańskimi okładkami, bo teraz prezentuje się to naprawdę przyzwoicie, no ale mogli też wydać z grafiką zgodną z tą na dwóch poprzednich seriach, bo ten ból, kiedy to tylko jedna z trzech części trylogii nie pasuje, jest okropny. Ale tak poza tym to pozytywne wrażenie jeśli o oprawie graficznej mówimy.

"Złem jest złe używa­nie dobra."*

     Mam wrażenie, że dopiero zaczęłam tę recenzję, a już czas na podsumowanie. Prawda jest taka, że z inną osobą, która przeczytała całą tę serię mogłabym dyskutować godzinami o tym, co myślę, jednak teraz, nie zdradzając zbytnio szczegółów fabuły, aby nie spoilerować, powiem jedynie, że w trakcie czytania miałam naprawdę mieszane uczucia. Wydawało mi się, że ten ostatni tom zakończy historię Tessy, Jema i Willa w najmniej chciany przeze mnie sposób, ale tak się nie stało. Pani Clare, kombinowała z tym co było w książce, a kombinowała, ale wyszło z tego coś co dało wymarzony finał, dlatego jestem skłonna przymknąć oko na parę gryzących elementów. Zakończenie urzekło mnie jak mało które, i myślę, że nie tylko mnie.Zamknęłam egzemplarz wiedząc, że tego wieczoru nie będę już musiała zmywać makijażu i wydmuchując nos w kolejną chusteczkę, dlatego nie mogłabym źle ocenić czegoś, co wywołało u mnie takie emocje. Trzeci tom "Diabelskich maszyn" okazał się kolejną pozycją, która połknęłam w parę godzin, a później tego żałowałam. Gdybym wystawiła ocenę cyfrową w tym przypadku, byłaby ona bardzo wysoka, ale niezbyt obiektywna przez to, że najzwyczajniej w świecie mam słabość do światów, które tworzy Cassandra, dlatego po prostu powiem, że "Mechaniczna księżniczka" to książka, której nie można przegapić jeśli czytało się poprzednie tomy, albo jest się po prostu fanem.autorki. Gorąco polecam ten tom jak i całą serię i życzę, aby nikt w trakcie czytania, swojego egzemplarza nie zalał łzami ani nie podarł z wściekłości ;)  Naprawdę warto przeczytać! Polecam raz jeszcze.

"Człowiek, tak jak nie może sam siebie stworzyć, tak nie może sam siebie uszczęśliwić."*

Diabelskie maszyny:
1. Mechaniczny anioł
2. Mechaniczny książę [recenzja]
3. Mechaniczna księżniczka

Oryginalny tytuł: Clockwork Princess
Nr. tomu w serii: III
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 20.11.2013r.
Ilość stron: 544
Cena detaliczna: 39 zł

* cytaty św. Augustyna

sobota

Miasto zagubionych dusz - Cassandra Clare

    "Miłość jest marą. Miłość jest szatanem, nie ma złego anioła oprócz miłości"*

    "Miasto zagubionych dusz" to piata część cyklu Dary Anioła, który to był jeden z moich ulubionych. Jednakże do czasu. Dary Anioła początkowo miały być trylogią, i po przeczytaniu czwartej części tej serii, która nie bardzo mi się spodobała w porównaniu z innymi częściami, cały czas wyrażałam swoje głębokie zażalenie faktem, że ta seria nie skończyła się na trzecim tomie, w końcu jego zakończenie spokojnie mogłoby zakończyć całą serię! No ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. W każdym bądź razie po tym jak "Miasto upadłych aniołów" mnie zbytnio nie urzekło, nie paliłam się również do przeczytania "Miasta zagubionych dusz", bojąc się, że się zawiodę, jednak zachęcona przez koleżankę w miarę szybko po to sięgnęłam... I odetchnęłam z ulgą, kiedy spostrzegłam jak bardzo tęskniłam za postaciami, a nie jak bardzo mnie one denerwują.

    "Żaden człowiek nie wybiera zła, ponieważ jest zły. On jedynie mylnie bierze je za szczęście, gdy szuka dobra"

    Jace zniknął. A razem z nim Sebastian. I wszystko na tym świecie wskazuje na to, że albo z Jacem coś się stało, albo jest on w trakcie zwodzenia wroga, jednak czy rzeczywiście realizowały jakiś plan nie powiadamiając przyjaciół w żaden sposób? To jednak trochę nie w jego stylu. Wszyscy się martwią i czekają, aż Clave coś z tym zrobi, jednak gdy dowiadują się, że poszukiwania Jace'a i Sebastiana zeszły na drugi plan, postanawiają zadziałać sami aby odnaleźć chłopaka, na którym (prawie) wszystkim tak bardzo zależy. I w dążeniu do tego, najbardziej oddani są w stanie podjąć nawet najbardziej ryzykowne kroki... A w międzyczasie jeszcze Simon uporać musi się ze swoimi uczuciami oraz z tym, że matka go znienawidziła, te dni także nie są najlepsze dla Magnusa i Aleca... Czy uda się rozwiązać wszystkie problemy? Czy uda się sprawić aby Jace był taki jak kiedyś? Czy istnieje sposób na to, aby zabić Sebastiana bez konieczności zabijania kogokolwiek innego? Co na to wszystko powie Clave?

    Jak już wspominałam, byłam zastawiona do tego tomu bardzo sceptycznie ale zostałam naprawdę miło zaskoczona. Po poprzedniej części nie sądziłam, ze jeszcze kiedy "Dary" będą mogły mi się tak podobać, a jednak. Mimo, że nie jest to już to, co było na początku, ta książka w dalszym ciągu do mnie trafia i mnie urzeka. Jednak pani Clare zrobiła tu coś, czego chyba po prostu nie wybaczę, mianowicie sprawiła, że mój ulubiony wątek się rozpadł! Bez tego wątku książka by dla mnie nie istniała, dlatego na szczęście, ten bardzo unieszczęśliwiający mnie zabieg wykonała Cassandra pod koniec książki. Ale i tak nie wiem jak wytrzymam jeszcze ponad rok w niepewności! Jednak to co mi się podobało, to to, że autorka nareszcie połączyła wszystkich w pary, chociaż te wątpliwości nam rozwiała, mimo że to akurat było do przewidzenia ;)

   Wydawałoby się, że w recenzji piątego tomu z serii nie ma za bardzo co napisać o bohaterach, jednak jest wręcz przeciwnie. Gdyby porównać moje opinie co do postaci po przeczytaniu pierwszej-drugiej książki, a teraz, wygląda to całkowicie inaczej. Zdecydowanie główna bohaterka, zaczęła mi okropnie działać na nerwy. W sumie to nawet nie wiem czym, ja po prostu nie lubię takich "papierowych", niemalże nic nie wyróżniających się z tłumu postaci. Jeśli zaś chodzi o Jace'a, którego uwielbiałam, to oczywiście moje uwielbienie nadal trwa, tylko przez to w jaką rolę autorka wcieliła go w tej części, denerwował mnie nawet częściej niż czasami, ale dało się to przeżyć. W "Mieście zagubionych dusz" bardzo, ale to bardzo polubiłam Simona i Isabelle. Simona zaczęłam lubić z czasem, bo w pierwszych tomach go nie znosiłam, a Isabelle lubiłam zawsze, jednak jest w niej coś takiego, że po prostu ją uwielbiam! Jest takim typem postaci, jakie uwielbiam. Co prawda moimi ukochanymi bohaterami na zawsze pozostaną Magnus i Alec, ale nie zmienia to faktu, że innych też darzę dużą dawką sympatii. O dziwo, mimo tego, ze spodziewałam się iż postacią, która będzie mnie irytowała najbardziej będzie Sebastian, nie było tak. Wręcz przeciwnie, jak na czarny charakter to wyjątkowo go polubiłam. Denerwowała mnie za to Jocelyn, oraz za niepotrzebny uważam wątek z Maią i Jordanem, nie przepadam za tą dwójką i nie rozumiem po co zostali wpleceni w książkę skoro niezbyt wiele tam wnoszą... No ale da się to przeżyć ;)

    Jeśli chodzi zaś o oprawę graficzną, to nie ma tu co płakać, jak na szatę graficzną tejże serii, postać przedstawiona na okładce nawet mi się podoba, chociaż ogólnie to szału nie ma. Raczej czytając, nie zwracam za bardzo uwagi na literówki, kiedy wczytuję się w treść, jednak tutaj było ich wyjątkowo dużo. Nawet w imionach zdarzały się błędy! Książka ma dość dużą czcionkę, i w sumie sama nie wiem, czy to właśnie ta czcionka, czy treść, sprawiają, że "Miasto..." pożera się w tempie błyskawicznym.

    Podsumowując, po przeczytaniu czwartej części "Darów Anioła" jednocześnie nie pokładałam w piątej zbyt wielkiej nadziei, ale także jednak prosiłam o to, aby ta książka znów, an nowo pokazała mi za co pokochałam tak kiedyś tę serię i można powiedzieć, że podołała temu zadaniu, po skończeniu lektury jestem usatysfakcjonowana, chociaż myśląc o tym, że premiera za granicą ostatniej części jest przewidziana na marzec 2014r., robi mi się słabo. Jednak co poradzić, można tylko czekać. Naturalnie, książkę polecam każdemu, kto czytał poprzednie części, a jeśli ktoś się nudzi i ma ochotę zacząć lekką serię ze sporą ilością tomów, myślę, że "Dary" będą się nadawały. Moja ocena to 8.5/10.

Na koniec chciałabym zacytować pewien komentarz, któy gdzieś zauważyłam jakiś czas temu. Nie pamiętam go dokładnie ale było co coś mniej więcej "Szósta część musi być GENIALNA, bo autorka musi nam pokazać powód, dla którego nie zakończyła na trzeciej części, kiedy wszystko było tam pięknie i bajkowo zakończone."

Seria "Dary Anioła":

1. Miasto kości
2. Miasto popiołów
3. Miasto szkła
4. Miasto upadłych aniołów [recenzja]
5. Miasto zagubionych dusz
6. Miasto niebiańskiego ognia


* William Szekspir "Stracone zachody miłości"

Oryginalny tytuł: City of Lost Souls
Nr tomu w serii: V
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 28.11.2012r.
Liczba stron: 556
Cena detaliczna: 39,00 zł


Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!



wtorek

Mechaniczny książę - Cassandra Clare

    "Wiktoriański Londyn powraca!"

    "Mechaniczny książę" autorstwa pani Cassandry Clare to druga część trylogii "Diabelskie maszyny", na którą było nam dane trochę poczekać, ale w końcu się doczekaliśmy. Bardzo tęskniłam za książkowymi bohaterami - Tessą, Willem, oraz w szczególności Jamesem, dlatego od książki wymagałam bardzo dużo. Zaczynając ją czytać, miałam nadzieję, że będzie to przygoda jaką naprawdę trudno przeżyć jedynie za pomocą książki. Pokładając w tej pozycji wielkie nadzieje zaczęłam czytać... Co mogę powiedzieć teraz, po przeczytaniu całości?

    W momencie, kiedy bohaterowie mogliby już spokojnie powiedzieć, że wszystko się zaczęło układać, cała sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Podstępny i chciwy Benedict Lightwood za wszelką cenę chce odebrać Charlotte kierownictwo nad londyńskim Instytutem. Kobieta jednak dzielnie walczy o to, aby zapobiec takiemu rozwojowi wydarzeń. Clave daje Charlotte dwa tygodnie na odnalezienie Mistrza, co wydaje się wręcz awykonalne., jednak nikt nie ma zamiaru się poddać, a już w szczególności nie Tessa, która z pomocą Willa, do którego czuje więcej niż by chciała, oraz Jema, z którym sytuacja nie jest zbyt jasna i klarowna, zaczyna szukać wskazówek. Do czego dojdą? Jaką rolę w tym wszystkim odegrają Jessamine oraz Nathaniel Gray? Co z Gabrielem Lightwoodem, może on także okaże się inną osobą niż wszyscy na początku myśleli? Jak Tessa poradzi sobie z uczuciami, co postanowi? Czy Charlotte uda się zachować Instytut? Czy uda im się odnaleźć Mistrza?

    Narracja książki jest, naturalnie, trzecioosobowa, nie mogłoby być inaczej, skoro poznajemy każdego bohatera osobno, a nie z perspektywy głównej bohaterki. Taką narrację także pani Clare stosowała w Darach Anioła i mam nadzieję, że jeśli jeszcze kiedyś przyjdzie jej wydać jakąś serię, nie zmieni tej konkretnej rzeczy.

    Przy czytaniu drugiej części jakiegokolwiek cyklu, nie możemy uniknąć tego, że naturalnie porównujemy tę część do swojej poprzedniczki. I właśnie tu mam pewien problem. No bo pamiętam co to było jak czytałam "Mechanicznego anioła" - byłam oczarowana Wiktoriańskim Londynem wykreowanym przez panią Clare, do wszystkiego byłam tak pozytywnie nastawiona, bo wtedy to było nowe, a teraz mogę z ręką na sercu powiedzieć, że zdarzyło mi się przeczytać inne książki, które wiktoriański klimat oddawały o niebo lepiej. No ale jestem fanką twórczości Cassandry wiec i tak pokładałam w "Mechanicznym księciu" wiele  nadziei i to chyba własnie dlatego, książka nie wydaje mi się być tak zachwycająca jak innym. Myśląc o niej, wiem, że mi się podobała, bo czytałam ją z uśmiechem na ustach, jednak szału nie było, trzeba to niestety przyznać. Inne osoby mogły odnieść całkowicie odmienne wrażenie, bo może patrzyły na tę pozycję pod innym kątem, albo nie miały tak wielkich oczekiwań jak ja, ale jak dla mnie naprawdę autorka mogła się trochę bardziej postarać.

    Jeśli chodzi o bohaterów, to myślę, ze własnie w tym punkcie się zawiodłam najbardziej. Tessa, przez prawie całą powieść mnie niesamowicie irytowała. Miała to, czego by na jej miejscu pragnęła każda a i tak jej to nie wystarczało, tak można by rzec. Cassandra Clare ma na tyle wyobraźni, aby wymyślać ciekawych bohaterów, ale, nie wiedzieć czemu, główne bohaterki jej coś nie wychodzą. Już postać Sophie wydawała mi się bardziej interesująca niż Tessy. Jeśli chodzi zaś o dwóch chłopaków, którzy są powodami miłosnych utrapień dziewczyny, od pierwszego tomu byłam w "Team Jem" i dalej w nim jestem, ale te kilka incydentów z tej części zdecydowało, że do Willa też poczułam jakieś tam małe, niewyraźne uczucie sympatii. W tej części jednak było też parę wątków poświęconych pobocznym postaciom, takim jak Jessamine, której od początku nie lubiłam, Sophie, którą za to jakoś tak automatycznie od zawsze darzyłam sympatią oraz Charlotte i Henry'emu, co też dało książce trochę smaczku. A ostatnie strony - uśmiech na pół twarzy!

    No i tak dochodzimy do punktu zwanego omówienie oprawy graficznej. Fani Darów Anioła oraz tej serii niesamowicie wiecznie skarżą się na okładki i ja też należę do tego grona, jednak przy "Mechanicznym księciu" nie ma takiej masakry jak była przy "Mieście upadłych aniołów", tudzież "Mechanicznym aniele". Wręcz mogłabym stwierdzić, że ta okładka jest jedną z bardziej udanych chociaż w dalszym ciągu oczywiście, nie dorasta oryginałowi do pięt.

    Podsumowując, od "Mechanicznego księcia" wiele oczekiwałam i niestety przez to czuję się trochę zawiedziona po przeczytaniu książki. Mimo tego, że czytało mi się ja przyjemnie i i tak przeżywałam z bohaterami wszystko ekscytując się zdarzeniami bardziej niż oni, to nie mogę pozbyć się z głowy myśli "Mogło być lepiej". No ale mimo wszystkich niedociągnięć, miło było nacieszyć się Jemem przez te kilka godzin. Teraz z niecierpliwością wyczekiwać będę ostatniej części tejże trylogii, a coś czuję, ze trochę poczekamy, skoro premiera za granicą ma być dopiero pod koniec marca 2013. Jeśli jednak już teraz, po przeczytaniu "Mechanicznego księcia" tęsknimy za twórczością Cassandry, zawsze można się pocieszyć, że najprawdopodobniej piąta część Darów Anioła już niedługo ;) "Mechanicznemu" dam 8/10 z nadzieją, że w przeciwieństwie do tej, trzecia część mnie zadziwi swoją wspaniałością no i oczywiście polecam, bo dla fanów Clare - niezbędna :)

    "Pozwól dłoniom, niech błądzą jako dwaj włóczędzy..."


Oryginalny tytuł: Clockwork Prince
Nr. tomu w serii: II
Wydawnictwo: MAG
Data wydania:
Liczna stron: 496
Cena detaliczna: 39 zł

Na zachętę, trailer do tej części :)

niedziela

Miasto upadłych aniołów - Cassandra Clare



    "Piekło jest zadowolone"*

    Premiera czwartej części mojej ukochanej serii - "Darów Anioła" miała miejsce już ponad 3 miesiące temu, ale ja przeczytać ją miałam okazję dopiero teraz. W pewnym sensie cieszę się, że odwlekałam to jak najdłużej, bo cały czas miałam w głowie zakończenie części trzeciej, które mi się niezmiernie podobało, mimo, że czwartej także trzymało w napięciu. Ostatni raz czytałam "Miasto szkła" dobrych kilka miesięcy temu i podczas tych miesięcy przeczytałam wiele wspaniałych książek ale zawsze myślałam, że mimo, iż teraz mówię, że są one lepsze od "Darów Anioła", gdy powrócę do tej serii i przeczytam "Miasto upadłych aniołów" moja miłość powróci. Ale czy tak się stało?

    Po zakończeniu wojny w Idrisie wszyscy wracają do Nowego Jorku, za wyjątkiem Magnusa i Aleca, którzy to postanowili wyruszyć w romantyczną podróż po Europie. Clary zaczyna trening na Nocnego Łowcę pod okiem Jace'a i Maryse, Simon dalej gra w Kapeli Ciągle Zmieniającej Nazwy (ha! Mam dla nich nazwę!) oraz próbuje się uprorać ze swoją naturą po kryjomu spotykając się na dodatek z Maią i Isabelle a przygotowania do ślubu Jocelyn i Luke'a idą pełną parą. Jednak zabici Nocni Łowcy i dzieci zaskakująco podobne do małego Sebastiana - tak demoniczne, zakłócają spokój Nefilim. W dodatku mają na głowie potężną wampirzycę Camille usilnie próbującą przeciągnąć Simona na swoja stronę... a z resztą nie tylko ona próbuje to zrobić! Ze Znakiem Kaina Simon jest wielce pożądany przez wielkie grono osób. Czy zdradzi, czy zostanie z Nocnymi Łowcami, mimo wielkich perspektyw jakie ofiarują mu wrogowie? Kto zabija Nocnych łowców? Kto w tej wojnie będzie zwycięzcą? Co z uczuciem Clary i Jace'a? Czy znowu przyjdzie im wygrać?

    Zacznijmy od minusów i narzekań. Po pierwsze, Jace. Normalnie śmiać mi się chce, jak czytam recenzje innych i widzę coś na kształt (nie jest to cytat i nie mam nikogo konkretnego na myśli) "Za Jace'a 10/10!" itp. Chyba każdy wie o jakiego typu teksty mi chodzi. Teraz pytanie dlaczego tak mówię? W końcu to Jace, ten za którym ja też tak szalałam! Ale już nie teraz. Sarkastyczny, pewny siebie i nie lękający się niczego Jace... po prostu odszedł. Mój ukochany bohater... zniknął. Nie przypominam sobie teraz, po skończeniu tej książki ani jednej jego uwagi która wywołałaby rozbawiony uśmiech na ustach. Nawet Isabelle pojawiająca się w niewielu scenach była w tej części dziesięć razy bardziej ciekawą postacią! Cassandra Clare chciała chyba wykreować tym razem Jace'a na "doroślejszego" i "dojrzalszego" bohatera ale baardzo jej się to nie udało. Jego zachowanie w stosunku do Clary było po prostu okropne. "Nara, nie chcę cię bo cię kocham, ale nie możemy byc razem, to niebezpieczne" itp. Coś w tym stylu. Oczywiście żadnych wyjaśnień ani nic, bo po co? Jace to wielki minus, nad czym ubolewam.

    Drugi z minusów także dotyczy jego ale już nie w ten sam sposób. Chodzi o odmianę imienia. Nie wiem o co chodzi tłumaczce, po prostu nie wiem. Bo chyba trzeba mieć głowę w chmurach albo chcieć zrobić sobie jaja z czytelnika! Jeszcze, jeszcze jestem w stanie zrozumieć tą pokrętną odmianę imienia (przykład: "...na już złotą skórę Jace'ego" a nie "Jace'a") ale to po prostu było komiczne, że natykaliśmy się też na tą normalną odmianę. Pani Reszka naprawdę, widzę, nie umiała się zdecydować, albo sama nie wiem co... po prostu nie wiem, aczkolwiek mi to bardzo przeszkadzało w lekturze. No i co do zmian w odmianie to to nie wszystko. Myślę, że naprawdę mało osób na świcie popełniło by TAK rzucający się w oczy błąd (nie jest to prawdziwy cytat ale odmiana tak. str. 417) "Zależy mi na tobie Jacsie Wayland". BARDZO to wszystko przeszkadzało podczas czytania i jest chyba największym minusem. 


    Trzeci minus, z którym chyba zgodzą się wszyscy to okładka. Graficy chyba chcieli przedstawić Simona ale coś zdecydowanie im nie wyszło... to przecież Magnus! Nikt inny w książce nie miał kolorowych pasemek (chociaż on też nie, miał tylko włosy w brokacie...)! Oczywiście należy pominąć kwestię, że Magnus był azjatą o dość krótkich włosach ubierającym się na błyszcząco... sama w końcu nie wiem kto to jest! No i grzbiet. kompletnie nie pasuje do pozostałych części i sprawia wrażenie wręcz oddzielnej serii. I jeszcze jedna sprawa, która właściwie może być czwartym minusem, ale szkoda robić dla niej osobnego akapitu. Dla mnie jeśli ktoś umarł to nie żyje! Nienawidzę wątku wskrzeszenia, psuje wszystko. Śmierć to śmierć! Trzeba sie tego nauczyć, a książki nie pomagają. Przecież w realnym życiu nie ma czegoś takiego jak wskrzeszenie!

    Teraz minus, a zarazem plus. Simon. Dobre było to, że w fabule było go naprawdę sporo i autorka przedstawiła nam go w taki sposób, że właściwie nei szło go nie lubić anie nie podobało mi się okropnie jego zachowanie wobec dziewczyn. To było do cholery nie fair! Więc ogólnie wprowadzenie Simona do fabuły jako o wiele bardziej znaczącą postać jest plusem, ale minusem są jego zachowania.. to się nawzajem nie wyklucza, prawda?

    Teraz, nareszcie plus. Przykro mi to mówić, ale jeden jedyny. Nowi bohaterowie tacy jak Lilith czy Jordan wnieśli sporo do fabuły a odniesienia do postaci z sequela "Darów Anioła" - "Diabelskich Maszyn" jak Will były niezwykle zagadkowe, ale oczywiście nie precyzujące niczego w żaden konkretny sposób, bo wyjawiłoby nam to właściwie rozwiązanie tamtej drugiej serii. Wprost nie mogę się doczekać!

    Narracja trzecioosobowa, tak jak części poprzednich skupia się jak zwykle wokoło Clary, chociaż w tym wypadku także sporo wokół Chodzącego Za Dnia. Z przykrością muszę także stwierdzić, że może to przez tą właśnie narrację, sama nie wiem, może tak na prawdę jest a sporo osób tego nie zauważyło, w tej części było kilka mocno naciąganych scen. Chciałam chwilami po prostu przeskoczyć jakiś fragment w fabule, ale zazwyczaj tak nie robię, więc i tym razem się powstrzymałam. 

    Podsumowując, ta książka to jak dla mnie zawód roku. Nie było w ostatnim czasie żadnej książki której wyczekiwałabym z takim utęsknieniem i tak się na niej zawiodła. Taki ogrom pozytywnych recenzji jeszcze bardziej zachęcał mnie do sięgnięcia po "Miasto upadłych aniołów" a teraz widzę, że jednak mimo wszystko samemu najlepiej jest zapoznać z książką i wtedy wystawić ocenę. Ta lektura mimo, że mnie zawiodła i miała w sobie tak dużo rzeczy które przyszło mi nazwać minusami, miała klimat całych "Darów", ale jak dla mnie idealnym zakończeniem była część trzecia tej serii. W końcu miała to być trylogia. Wg. mnie część czwarta, mimo tego, że lubię Cassandrę Clare, jest tylko udaną próbą zbicia większej kasy. Nigdy nie sądziłam, że będę tak mówić o jakiejkolwiek książki spod pióra tej autorki. Oczywiście mimo wszystko, zakończenie pozostaje niewiele mówiące i na pewno sięgnę po część piątą "Darów Anioła", aczkolwiek nie z takim wielkim entuzjazmem z jakim podchodziłam do tego tomu. Polecam fanom serii, pozycja właściwie obowiązkowa a moja ocena to 7/10.

* tytuł 19. rozdziału

Oryginalny tytuł: City of Fallen Angels
Numer tomu w serii: IV
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 18.05.2011
Ilość stron: 448
Cena detaliczna: 39 zł

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu MAG za co serdecznie dziękuję.