sobota

Debiutantka - Kathleen Tessaro




     "W podążaniu do odkrycia prawdy..."

     "Debiutantka" chodziła za mną już od jakiegoś czasu. Kusiła naprawdę ładną okładką, ciekawym tytułem który można odebrać wieloznacznie oraz naprawdę interesującym opisem. Jednak mimo tych czynników to nie jest literatura jaką czytam z największą przyjemnością - raczej nie gustuję w powieściach obyczajowych, więc nie kupiłam jej. Potem mogłam ją zrecenzować. Przystałam na to od razu i muszę powiedzieć, że mimo iż początek szedł mi marnie, zarwałam noc chcąc dokończyć tą książkę. Po raz pierwszy powieść z tego gatunku mi się tak bardzo spodobała, więc wrażenia zdecydowanie pozytywne!

     Zadaniem Cate i Jacka jest dokonać inwentaryzacji rezydencji Endsleigh zamieszkałej przez sławne w latach trzydziestych siostry Blythe - Iene i Dianę "Niunię". Cate podczas owej inwentaryzacji, która miała potrwać kilka dni, nocowała w pokoju niegdyś należącym do Irene i odkryła pokój zamknięty na klucz od bardzo dawna. Była najpiękniejszym pomieszczeniem w całym domu, jednak każdy kogo spytała się o cokolwiek na temat pokoju odpowiadał "Był zamknięty od zawsze". Cate znalazła w nim stare, ozdobne pudełko na buty a w nim owinięte w gazetę srebrne pantofelki z zerwanym sznureczkiem, kluczyk, bransoletkę od Tiffany'ego z pereł, brylantów i szmaragdów oraz zdjęcie mężczyzny. Cate wie, że to iż pudełko było ukryte za książkami w pokoju zamkniętym przez lata zdecydowanie coś znaczy. i ma zamiar dowiedzieć się co.

     Gdy wraca do Londynu zaczyna szukać we wszystkich możliwych źródłach skąd może pochodzić bransoletka, kim jest mężczyzna na zdjęciu oraz do kogo mogły należeć pantofelki. Wszystko wskazuje na to, że należały do Niuni Blythe a wszystkie rzeczy były powiązane właśnie z nią. Cate wie, że tajemnicze zniknięcie Niuni powiązane jest z siostra zmarłą dwa miesiące temu oraz rzeczami w pudełku, teraz tylko pozostanie dowiedzieć się w jaki sposób. Poza tajemnicą którą Cate "zobowiązała się" odkryć także nękają ja własne demony, przybyłe do Londynu aż z Nowego Jorku. Bowiem wdała się ona tam w romans z żonatym mężczyzną który chciała zakończyć uciekając od niego. Chciała miłości a nie aktu własności. Jack, pracownik jej ciotki, Rachel budzi jednak w Cate to nieznane uczucie ciepła. Czy będą umieli pomóc sobie nawzajem w przezwyciężeniu demonów przeszłości? Dlaczego Niunia Blythe uciekła? Czy Cate uda się rozwiązać zagadkę? Czy jest ona warta rozwiązania?

     Narracja książki jest trzecioosobowa, przez co poznajemy punkt widzenia bardzo się zmieniający - jest dużo i o Cate i o Jacku a niektóre fragmenty poświęcone są także Rachel. Książka nie jest podzielona na rozdziały. Są wyraźne odstępy, jednak rozdziały nie są w żaden sposób ponumerowane i także przeplatane są listami, które bohaterzy odkrywają pod koniec książki. Listami od Niuni do Irene oraz pod koniec do mężczyzny ze zdjęcia. Są jednak w taki sposób dopasowane do rozdziałów, że czytając je nie wiemy co będzie dalej, nie są spoilerami.

     Co do bohaterów to każdy z nich miał jakąś mroczną historię, którą chciał zostawić daleko za sobą. Nawet z pozoru nic nie wnosząca drugoplanowa Rachel miała swoje pięć minut. Postaci jednak nie były dobrze wykreowane. Być może po prostu tego nie doczytałam, ale tak naprawdę nie było napisane dokładnie jak wyglądała np. Cate. Autorka bardziej skupiła się na siostrach Blythe niż na bohaterce książki! Wiadomo tylko, że ma jasne włosy. Informacjami o Jacku też nie pani Tessaro nie grzeszyła, ale z nim już było mi trochę łatwiej bo coś tam było :)

     Co do akcji w książce to skupiała się ona tylko i wyłącznie wokoło historii Endsleigh i ewentualnie jeszcze mogliśmy się spotkać z kilkoma wzmiankami an temat przeszłości bohaterów. Ogólnie to uważam, że historia którą Cate badała była wysunięta zdecydowanie na pierwszy plan i nie było mowy o tym aby historia bohaterów była ciekawsza, bo w trzystu pięćdziesięciu stronach nie można się ze wszystkim pomieścić. Trzeba zdecydować: co bardziej zainteresuje czytelnika. Kathleen Tessaro dokonała dobrego wyboru. Książkę się niemalże połyka, chcąc wiedzieć co tak naprawdę stało się z Niunią i co było tego przyczyną. A rozwiązanie tej historii było naprawdę przemyślane i dobre.

     Teraz gdy już powiedziałam wszystko na temat bohaterów, akcji i znowu bohaterów mogę przejść do szaty graficznej. Okładka "Debiutantki" jest naprawdę świetna. Bardzo estetyczna, przedstawiająca kobietę na tle (najwyraźniej) posiadłości Endsleigh. Okładka utrzymana jest w jasnych, właściwie nawet białych barwach co oczywiście przywodzi na myśl elegancję i estetykę. Taka właśnie jest książka. Elegancka i estetyczna. Nie mogę porównać jej z zagranicznymi okładkami bo tamte, naprawdę fajnie zrobione są z całkiem innej bajki. Nie wiem czemu ale mi trochę przeszkadzało to, że rozdziały nie były ponumerowane. Po prostu wolę jak są, tyle. Dla innych może nie mieć to w ogóle znaczenia, ale dla mnie ma.

     Podsumowując, "Debiutantka" to taka książka, która zainteresuje naprawdę szerokie grono odbiorców, a przynajmniej może zainteresować. I powinna. Mój paranormalny gust także ją przyswoił, więc myślę, że powinna spodobać się naprawdę wielu osobom czytającą wszelaką literaturę. Mamy tu trochę z romansu, historii oraz powieści obyczajowej. Mi się Debiutantka bardzo podobała więc polecam i daję ocenę 8/10.

Oryginalny tytuł: The Debutante
Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 344
Cena det.: 29.90


Za lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MUZA!



czwartek

Przyrzeczeni - Beth Fantaskey


         "Jesteśmy sobie przyrzeczeni od dnia narodzin"

     "Przyrzeczeni" to książka na którą nigdy nie zdecydowałabym się, gdybym nie miała okazji nabyć jej w promocji. Opis był średnio zachęcający i nie za bardzo oryginalny, ale zaryzykowałam i to głównie dlatego, że chciałam coś grubego, a ta książka trochę stron ma. Nie postawiłam Jessice i Lucjuszowi poprzeczki wysoko, bo nie lubię zawodów, a nie byłam pewna, czy jeżeli wymagania postawię wyżej, podołają. Teraz mogę tylko dziękować Bogu za to, że zdecydowałam się zamówić Przyrzeczonych i powiedzieć, że gdybym poprzeczkę postawiła o wiele, wiele wyżej, pokonanie jej byłoby dla książki pryszczem. Zdecydowanie w tym wypadku nie możemy mówić o zawodzie.

     Jessica jest przeciętną nastolatką mieszkającą na typowej farmie i uwielbiającą konie. Co rano jeździ do szkoły normalnym autobusem do zwyczajnego liceum jakich na świecie mnóstwo. Jednak pewnego razu jej rutynowe życie coś ... a raczej ktoś zaburza. Od tej pory wszystko miało się zmienić. Bo Lucjusz Vladescu, niby zwykły uczeń z wymiany międzynarodowej, tak naprawdę jest wampirem, który stawia sobie na cel przekonać Jess do tego, że jest ona rumuńską księżniczką... wampirów, jakżeby inaczej! Dziewczyna go po prostu olewa, gdyż wierzy tylko w fakty potwierdzone naukowo, a to księcia jeszcze bardziej wkurza. Tak. Lucjusz Vladescu jest księciem, który chce przekonać Jessikę, że jest jego księżniczką. Jego narzeczoną. Że są sobie przyrzeczeni od dnia narodzin. Jessica mimo wszystkiego dalej nie wierzy chłopakowi i traktuje tego wyniosłego i pedanckiego księcia jak zwykłego, "wieśniackiego" chłopaka. Łatwo się domyślić, że księciu zdecydowanie to nie pasuje.

     Dziewczyna, stosując metodę ignoracji, przy okazji na bal szkolny umawia się z Jakiem, mieszkającym po sąsiedzku, a Lucjusz nie jest Jess dłużny - zaczyna spotykać się z wrogiem Jessici na zawodach konnych oraz królową szkoły, Faith Crosse. Lucjusz mieszka nad garażem w domu Jess, co zdecydowanie sprzyja kłótniom. Dziewczyna dalej skutecznie upiera się przy swoim. Wampiry. Nie. Istnieją. Nawet kły Lucjusza, które, jak sądzi, są plastikowe nie są w stanie zmienić jej decyzji. Jej wątpliwości powoli się rozwiewają dopiero w chwili gdy zaczyna czytać książkę. Prezent od Lucjusza - "Przewodnik dla nastoletnich wampirów po miłości, zdrowiu i emocjach" i spostrzega, że sama ma więcej niż powinna z objawów, jak ból siekaczy. Czy rumuński książę jednak mówił prawdę? Czy zdoła przekonać do siebie Jessicę? Czy dziewczyna będzie w stanie obdarzyć go uczuciem?

W tej książce nie było jednej głównej bohaterki. Były dwie. Jessica Packwood, która chciała udać się na szkolny bal z wymarzonym chłopakiem, kiedy to Anastazja Dragomir usilnie walczyła o to, co dla niej najważniejsze. A dla Anastazji (swoją drogą uważam, ze imię jest piękne!) najważniejsze było to, co dla mnie, więc automatycznie stawała się "lepsza". Odrzucająca wszystko, co życie jej zaoferowało Jessca była bardzo dobrą bohaterką i narratorką, jednak ten jej ciągły opór, że wampirów nie ma, że nie da się wytłumaczyć ich istnienia niemożliwie mnie irytował. Dziewczyna miała dowody jak na dłoni a nawet się nimi nie przejmowała!

Mimo tego, że tak narzekam tak naprawdę bohaterzy byli jedną z bardzo wielu mocnych stron tej powieści. Rodzice byli tu wysunięci na jeden z pierwszych planów, co nawet mi się podobało, bo sami w sobie byli bardzo fajni, Jessica, czy też jak kto (ja) woli, Anastazja także była świetną bohaterką. Ale potencjał "Przyrzeczonych" tkwi w Lucjuszu. Gdyby go nie było, tak naprawdę książki nie czytałoby się, phi, połykałoby się z takim uśmiechem na twarzy! To dzięki temu charakterkowi powieść nie była zwyczajną kolejną książeczką o wampirach, a geniuszem zapisanym w 400-stu stronach! Po poznaniu Lucjusza i skończeniu książki pozostaje nam tylko jedno - płakać nad tym, ze takich Lucjuszów nie ma na świecie. Chociaż... może są ale nie jestem w stanie ich do siebie przyciągnąć ;) Lucjusze, chodźcie do mnie!

Co oprócz Lucka wpływało na to, że Przyrzeczeni ni byli kolejną wampirzą opowiastką jakich na rynku ostatnimi czasy wiele? To, że wampiry w tej książce były jakby... zaprzeczeniem wszystkich tych wymyślonych przez innych pisarzy. Cierpiały, krwawiły, odnosiły rany i musiały się leczyć. Także kwestia z piciem krwi była tu inna. Zawsze spotykałam się z kwestią "im świeższa i cieplejsza, najlepiej prosto z ciała, tym lepsza". Jednakże Lucjusz i jego pobratymcy delektowali się nie świeżą i ciepłą krwią, a taką, która z ciała wypłynęła bardzo dawno. Stosują przy krwi taką zasadę jaka jest przy winie. Im starsze tym lepsze. Czyż nie można ich nazwać cywilizowanymi wampirami?

Co do oprawy graficznej to uważam, ze okładka jest... po prostu cudna, nic dodać nic ująć ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że dziewczyna na okładce tańcząca z wampirem to dziecko. Cały czas widziałam tam ok. 11-letnią dziewczynkę, a zorientowałam się, że jest to nastolatka po tym gdzie sięgała swojemu partnerowi.
Mogłabym jeszcze dodać, że "Przyrzeczeni" to taka książka, przy której chętnie posłuchałabym playlisty jaką stworzyłaby Beth Fantaskey. Jest to książka... nastrojowa. W pewnych momentach są uniesienia i uczucia, w pewnych oziębłość a w jeszcze innych humor czy miłość rodziców do dziecka. W tej książce znajdziemy po prostu wszystko.

Podsumowując, "Przyrzeczeni" to jakby... obietnica na to, że na naszym rynku wydawniczym pojawi się jeszcze jakaś książka o wampirach z którą naprawdę warto się zaznajomić. Mimo, że może się wydawać swego rodzaju komedią jest w niej wiele uczuć które często dotyczą i takich zwykłych śmiertelników jak my. No... może nie jesteśmy wampirzymi księżniczkami ale zwykłymi dziewczynami owszem. Książkę czytałam niestety dość dawno i nie pamiętam jej na tyle dobrze jak bym chciała, więc w najbliższym czasie postaram się ją sobie odświeżyć. Jednak pamiętam, że Lucjusz to zdecydowanie trzeci kandydat na mojej liście mężów w snach, chociaż jeśli w drugiej części też będzie tak czarujący to zawsze może awansować :D Książkę czytałam z wielkim uśmiechem na ustach i polecam ja osobom które lubią czytać książki jednocześnie ciesząc się do kartek. Ocenka 10/10 bezapelacyjnie.

Oryginalny tytuł (różniący sie od naszego... wszystkim): Jessica's Guide to Dating on the Dark Side
Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2011
Liczba tron: 408
Cena det.: 34.90

Z przykrością stwierdzam, że następna część: Jessica Rules the Dark Side pojawi sie w Polsce dopiero w przyszłym roku ;( Ale trzeba przynzać, że okładka cudowna :D


wtorek

Numery. Chaos - Rachel Ward

     "Czy walka z przeznaczeniem ma sens?"

     Kontynuacja książki Rachel Ward "Numery: czas uciekać" długo czekała na swoja kolej i wreszcie doczekała się przeczytania i przeanalizowania. Przyznam szczerze, że nie wiem dlaczego tak zwlekałam. Pierwsza część podobała mi się, jednak nie miałam chyba ochoty znowu czytać książkę w której nagminnie pojawiają się przekleństwa i brak szacunku, ale w końcu się za książkę zabrałam i co z tego wynikło? Czy Rachel Ward dalej trzymałą się swojego stylu i czy druga część jest lepsza od pierwszej?

     Numery wszystkich wokoło są takie same. 112067. Adam już wie co one oznaczają. Wie, że posiada umiejętność przewidywania śmierci ludzi. Wie, że Pierwszy dzień 2067 nie będzie dla Londynu dniem jak każdy inny. Coś się stanie. Coś wielkiego, a babka pcha Adama w sam środek kataklizmu. Uważa, że będzie przewodził ludowi niczym Jezus, że przyczyni się do ewakuowania ludzi i pomoże im wymknąć się z macek śmierci. Ale przecież Numerów nie da się zmienić...

     Pierwszego dnia w szkole Adam spotyka Sarę a Sara spotyka Adama. Jednak ich reakcje na wzajemny widok różnią się diametralnie. Sara jest przerażona, on próbuje się dowiedzieć dlaczego, zachowując spokój. W głowie Sary jednak jest tylko jedna myśl. Adam to potwór ze snów, ze spaloną połową twarzy chcący porwać jej córeczkę i wrzucić ja w ogień. Bowiem u Sary pojawiły się objawy ciąży. Wie, że to to. Że rośnie w niej nowe życie i aby uchronić dziecko ucieka z domu aż w końcu udaje jej się znaleźć kat w którym dane jej będzie dziecko urodzić oraz do czasu porodu w tym miejscu przebywać. Co Adam robi w czasie tych długich miesięcy? Chodzi dalej do szkoły oraz Wdaje się w konflikt z Juniorem i wychodzi tego ze spaloną połową twarzy, przez co... upodabnia sie do bestii ze snów Sary. Czy da mu przy najbliższym spotkaniu dojść do słowa? Czy okaże się on bestią z jej snów, próbującym wrzucić Mię w płomienie? Co z Val, którą mieliśmy okazję poznać już w pierwszej części? Co grozi Londynowi? Czy Adam zdoła ewakuować ludzi i przekonać ich do swoich racji... niczym jego matka siedemnaście lat temu? Czy numery można zmienić?

     W tej książce w odróżnieniu do pierwszej części mamy do czynienia z narracją z dwóch punktów widzenia. Rozdziały są nader króciutkie i na przemian opowiadane to z perspektywy Sary, to Adama, dzięki czemu mamy szersze pole widzenia i wiemy co znajduje się w dwóch miejscach jednocześnie. Rachel Ward nie zmieniła swojego stylu pisarskiego, i oczywiście się nie dziwię, bo dlaczego miałaby to robić? Jednak ja najchętniej parę rzeczy bym poobcinała.Trochę zirytowało mnie to, ze w każdej z części główne bohaterki, Jem i Sarę musiała niemalże zgolić na łyso. Tego się prawie nei da wyobrazić! Błagam, dziewczyna z kolorowym irokezem i kilkudniowym dzieckiem? To nie jest normalny widok. No chyba, że to ja mieszkam w mieście gdzie matki niemowlaków wyglądają normalnie... Nadal także mamy do czynienia z masą nieocenzurowanych przekleństw i jest jeszcze jedna rzecz. strasznie mnie denerwowało to jak Adam, mimo, że "znany mi był" ze swoich wybuchów gniewu odzywał się do Val. Nigdy, ale to nigdy nie pomyślałabym żeby móc odezwać się tak do starszej osoby, nawet obcej, a co dopiero do kobiety, która mnie wychowywała! Poza tym chyba nie ma rzeczy do której bym się przyczepiła.

     Bardo podobała mi się za to troska Sary o dziecko. Jest tu pokazana więź matka-córka zaraz po urodzeniu, i mimo, że to szesnastoletnia dziewczyna była ta matką, w niektórych chwilach, mimo że zazwyczaj była lekkomyślna, starała się myśleć rozsądnie. I zawsze uwzględniała córeczkę w swoich planach, dla niej to wszystko robiła. Dlatego nie dopuszczała do siebie Adama. Nie mogła pozwolić aby Adam wyrządził krzywdę dziecku i myślę, że na jej miejscu zachowałabym się podobnie, chociaż powstrzymałabym się od chęci rozwalenia biednemu chłopakowi głowy...

     W tej części zapoznajemy się z większą ilością bohaterów. Nie tylko losy Sary i Adama są nam przybliżone, a także mamy to Val, Vinny'ego, Nelsona... może nie poznajemy ich aż tak dobrze, ale na tyle, aby mieć o nich jakieś zdanie a byli całkiem sympatycznymi chłopakami. Adam miał nerwy... których nie umiał opanować i pod czas czytania trzeba po prostu przywyknąć do jego wybuchów złości czy innych takich. Sara za to była bardzo niezdecydowana. Myślała o dwóch rzeczach które chciała choć wykluczały się nawzajem. Była też lekkomyślna, ale już pisałam: często z troski o córeczkę, a właściwie przez zdecydowaną większość czasu.

     Mimo tych wad które wymieniłam tak naprawdę nawet nie zaliczę ich do końcowej oceny. Dlaczego? Proste. Numery to coś innego niż to co się czyta na co dzień. Jest to książka o innym klimacie, niesamowitym pomyśle i zapierających dech w piersiach zwrotach akcji. Czasami uśmiechałam się do kartek, a czasami zdarzało mi się nawet uronić łezkę. Ta książka nie posiada w sobie baśniowej fabuły czy jakieś wielkiej magii, romantycznej miłości, a przedstawia jak wygląda świat oczami ludzi będącymi innymi od wszystkich.

     Co do oprawy graficznej to okładka jest utrzymana w takiej samej grafice jak pierwsza część, różni się jedynie kolorem i ta graficzka w tle wyrazu "Numery". Strony przy których są nowe rozdziały ozdobione są tak samo i ogólnie nie mam najmniejszych zastrzeżeń do szaty graficznej tej serii. Dodam tylko, że wprost uwielbiam wydawnictwo Wilga za to, że małą porządny papier oraz świetną czcionkę. Ja po prostu lubię zwracać uwagę na detale ;)

      W końcowym rozrachunku wyjdzie nam, że część druga bestsellera Rachel Ward, tak jak i pierwsza zdecydowanie ma wady. Nie da się ukryć. Jednakże tak jak i w pierwszej części: historia mnie urzekła. Mimo, że momentami nie czytało się tej książki przyjemnie, bo irytacja postępami bohaterów była po prostu niemożliwa, nie mogliśmy odłożyć książki na bok. Po prostu nie i koniec. Za to jak wciągające są Numery i za to, że różnią się od wszystkiego innego zasługują na odenę aż 8/10. Serdecznie polecam tą serię każdemu wielbicielowi... właściwie to każdemu. Nawet fani obyczajówek i romansów coś w Numerach dla siebie znajdą, jednak ostrzegam: język autorki niektórych może zrazić ;)

Oryginalny tytuł: Numbers. The Chaos
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 384
Cena det.: 31.90

Co do tego średnio ciekawego, bo bez zdjęć i po angielsku, a ja angielskiego nie umiem trailera, warto obejrzec samiutka jego koncówkę aby zobaczyć okładki z nie wiem jakiego kraju. Po prostu przepiękne.




Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wilga!


sobota

Córki księżyca: Bogini nocy, W zimnym ogniu - Lynne Ewing


     "Uwierz w magię, bo jest wokół Ciebie!"

     "Córki księżyca" przykuły moją uwagę zaraz po wejściu na rynek, uśmiechając się do mnie z półki w empiku, jednak byłam silna i nie pozwoliłam aby ładne oczka dziewczyny z okładki spowodowały zniknięcie z mojego portfela więcej pieniędzy niż bym chciała. Po pewnym czasie, ku mojej uciesze udało mi się zdobyć "Córki..." jako egzemplarz recenzencki, więc teraz nie pozostaje mi nic innego jak zrecenzować wam ją i... no właśnie - polecić, czy nie?

     W pierwszej historii mamy okazję blisko zaznajomić się z pierwszą z Córek Księżyca, posiadającą moc stawania się niewidzialną, Vanessą. Vanessa oraz jej najlepsza przyjaciółka Catty nie wiedzą kim są. Obcymi z kosmosu? Catty bowiem, tak jak Vanessa posiada pewną nietypową zdolność - potrafi przemieszczać się w czasie. W pierwszej części Catty i Vanessa poznają Serenę, która próbuje je przekonać, aby udały się do osoby która wytłumaczy im kim są, jednak dla Vanessy brzmi to zbyt tajemniczo, więc stanowczo odmawia Serenie i dopiero gdy Catty ni stąd ni zowąd znika daje się zaprowadzić do Maggie. Tam poznaje prawdę, która okazuje się szalona jednak dziewczynie nie pozostaje nic, jak tylko wierzyć, bo potrzeba odzyskania Catty jest najważniejsza. Czy niezwykłej dziewczynie dane będzie mieć niezwykłego chłopaka? Czy odnajdzie przyjaciółkę przyjaciółkę?

     W drugiej części tego tomu bliżej zapoznajemy się z Sereną, potrafiącą czytać w ludzkich myślach oraz jej najlepszą przyjaciółką Jimeną (o której to najwięcej dowiemy się w drugim tomie) potrafiącą widzieć przyszłość. Ta część zaczyna się w momencie, gdy Serena jest na plaży ze swoim bratem, surferem Collinem i nagle znajduje się na zboczu, na którym ludzie każą jej wejść do... zimnego ognia wołając Lecta, Lecta. Chwilę później Serena budzi się na plaży i nie ma pojęcia czy to się stało naprawdę, czy było jedynie wytworem jej wyobraźni, jednak jej priorytetem staje się, aby się tego dowiedzieć. Od Maggie wszystkie cztery dowiadują się, że Lecta oznacza wybraną. Wybraną prze Atroxa, demona chcącego zniszczyć wszystkie Córki księżyca, a wstąpienie w zimny ogień to początek rytuału, który ma na celu zamienienie dziewczyny w Wygnańca, nieśmiertelną istotę na usługach Atroksa. Dlaczego pozostałe Boginie są pewne, ze Serena je zdradzi? Jaką rolę odegra w tym tajemniczy Zahi oraz budzący niepokój Stanton?

     Narracja książek jest trzecioosobowa, przez co mimo, że osobne części skupiają się na Vanessie i Serenie, mamy okazję dobrze poznać pozostałe bohaterki - Jimenę oraz Catty, na których to uwaga będzie się skupiała w drugim tomie. Także przez tą zmienną narrację nie mamy wrażenia, że któraś z bohaterek jest bardziej wyjątkowa niż wszystkie. W Vanessie jest coś co ją wyróżnia, ale w Serenie też! No i bez narracji trzecioosobowej, gdybyśmy znali myśli bohaterek nie byłoby tego dreszczyku emocji.

     Co do bohaterów to naprawdę dużo ich tu poznajemy. Z czterech dziewczyn - Vanessy, Sereny, Catty i Jimeny najmniej polubiłam tą pierwszą a najbardziej ostatnią. Jimena po prostu... była świetna, co mogłam stwierdzić, mimo, że nie było jej wcale tak dużo. Chciałabym być jak ona, od dzisiaj jest moją idolką ;) Catty była bardzo energiczną i pozytywną dziewczyną, Serena ułożoną a jednocześnie niesamowicie ciekawą, Jimena buntowniczą a Vanessa... Vanessa była tą piękną i dobrze się uczącą. Nie przypadł mi taki wizerunek postaci do gustu, więc od razu stwierdziłam, że jej nie polubię. Co do postaci oddalonych na dalszy plan strasznie polubiłam Maggie, ich opiekunkę, chociaż nie za bardzo mogłam ją sobie wyobrazić i... Stantona! Mimo tego, że był Wygnańcem i służył najpotężniejszemu demonowi, tak naprawdę chciał dobrze i stanął po stronie dziewczyn. No i Collin ale mam nadzieję, że o nim potem będzie więcej. O nim i Jimenie, a przynajmniej tak myślę ;)

     Jeśli chcielibyśmy porównać te dwie części do siebie to bezapelacyjnie większą ilość głosów zdobywa druga historia z Sereną w roli głównej. "Bogini nocy" jest o moim zdaniem nie dość że średnio ciekawej bohaterce, to jest pełną zachwytów nad przystojniakiem ze szkoły opowiastką z różnymi ciekawymi elementami pobocznymi. No i jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza opowieść, jak to mają w zwyczaju pierwsze opowieści była tylko wstępem. Akcji nie było tam wiele, jedynie afera ze zniknięciem Catty no i to czego najbardziej nie lubię - nie skończyła się tak, że chce mi się krzyczeć "Jeszcze, jeszcze!". Zwyczajne zakończenie nie zwalające z nóg. Za to gdy przeczytałam zwieńczenie "W zimnym ogniu" nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu wpełzającego na moją twarz bo było bardzo satysfakcjonujące oraz takie, na jakie miałam nadzieję. Ogólnie, druga część mimo, że krótsza, była żwawsza i opowiadała o Serenie, czerwonowłosej ubierającej się w hawajskie koszule właścicielce uroczego szopa Wally'ego, czyli znacznie ciekawszej postaci.

     Jeżeli zaś chodzi o oprawę graficzną, trzeba wspomnieć o tym, że w stanach powieści wydawane są w pojedynczych tomach w dodatku trzynastu i u nich te tomy są tak jakby trochę grubsze więc nie wiem jak to będzie u nas - czy będzie 6 tomów w tym jeden składający się z trzech części, czy siedem, w czym jeden to byłaby ostatnia część osobno. Jeśli zaś chodzi o porównanie, mimo, że okładka "Córek..." nie jest wyjątkowo cudowna, wygląda na taką przy okładkach zagranicznych. Dziwi mnie też to, że wydawnictwo zrobiło tak, że okładka jest w pierwszym przypadku utrzymana w niebiesko-błękitnych barwach a ma fioletowy grzbiet a w drugim przypadku jest utrzymana w kolorach pomarańczowych a grzbiet ma zielony, jednak wygląda to w porządku ale myślę, że jest to zaczerpnięte z zagranicznych okładek, gdyż tam jaką tak, że jak okładka jest czerwona to kółeczko na czarnym grzbiecie jest w innym kolorze, ale nie drążmy tej sprawy ;) Cieszmy się po prostu, że polscy graficy są o wiele bardziej pomysłowi i estetyczni niż ci ze Stanów :)

     Na koniec dodam jeszcze, że nie mogłam się powstrzymać, przejrzałam wszystkie zagraniczne okładki, bo chciałam się zorientować kogo na pierwszy ogień wezmą następne tomy i oto jest lista sporządzona przeze mnie a nie przez wydawnictwo, więc mogą wkraść się błędy mimo, że nie powinny :)

Tom 1 - Vanessa i Serena
Tom 2 - Jimena i Catty
Tom 3 - Stanton (yes!) i Tianna (najwyraźniej nowa z bogiń)
Tom 4 - Serena i Vanessa
Tom 5 - Jimena i Maggie
Tom 6 - Catty i Tianna
Tom 7(?) - nikt konkretny, wszyscy razem

     Podsumowując, "Córki księżyca" są naprawdę ciekawe i odmienne. Opowiadają o boginiach a nie wilkołakach, wampirach na które zauważyłam, że moda ostatnio powoli wygasa. To walka z siłami ciemności z dodatkiem wątku romantycznego oraz siły przyjaźni w najlepszym wydaniu. Za pierwsze opowiadanko jednak ocenka będzie słaba bo jedynie 6/10, jednak za drugie definitywnie dam 9/10, a że obie części bardzo ładnie ze sobą współgrały więc ocenka to 7/10 ;) Polecam serdecznie i mam nadzieję już niedługo przeczytać drugi tom!

Oryginalny tytuł: Daugthers of the Moon: Goddes of the night, Into the cold fire
Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 382
Cena det: 39.90

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar za co serdecznie dziękuję!


środa

Bogini oceanu - P.C. Cast

     "Stworzyć coś takiego posługując się tylko słowami... To się nazywa talent"

     "Bogini oceanu" to pierwszy tom serii Wezwanie bogini autorstwa P.C. Cast, która to zasłynęła w naszym kraju "Domem Nocy" pisanym wraz z córką, jednakże to właśnie jej samodzielnie napisane książki mnie urzekły. Ta byłą przeze mnie strasznie długo wyczekiwana po rewelacyjnym "Partholonie" i spodziewałam się rewelacji. Książki nie z tej ziemi z oryginalnym i jednym z ciekawszych wątków (syreny), wspaniałym wątkiem romantycznym, jakimi urzekła nas w innych seriach oraz doskonałym stylem pisania. czy nie postawiłam poprzeczki za wysoko?

     Christine Canady to sierżant Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. W swoje dwudzieste piąte urodziny, gdy z zawodem okazuje się, że wszyscy o jej święcie zapomnieli wypowiada życzenie do bogini Gai. Chcę magii w swoim życiu. Jednak czy Gaja zechce wysłuchać próśb zdesperowanej CC? Dziewczyna niedługo potem wyrusza na trzy miesiące służąc wojsku do Arabii Saudyjskiej, jednakże w drodze samolot w którym przebywała rozbija się. CC nie za bardzo potrafi pływać, więc gdy już czuje, że zaraz się utopi, że umrze, nagle zostaje otoczona bańką powietrza i wciągnięta pod wodę. Przed nią ukazuje się przepiękna kobieta z... rybim ogonem. Pyta się dziewczyny czy chce przeżyć. Kto by nie chciał? Wtedy syrena obejmuje CC i gdy ta ponownie otwiera oczy... patrzy w swoją twarz a sama ma postać cudownej syreny. Od tej pory wszystko się zmieni.

     CC jest zdezorientowana, nie wie co ma robić, lecz domyśla się dlaczego syrena tak bardzo chciała pozbyć się swojego ciała z chwila, kiedy spotyka zdeterminowanego, aby ją posiąść trytona. Wie, że w wodzie nie jest bezpieczna tak samo jak bogini Gaja, za której poleceniem to wszystko się stało, i znowu przywraca CC ludzką postać... jednak dalej zostaje uwięziona w pięknym ciele syreny Undine. Przenosi się do roku 1014 i zostaje wyrzucona na brzeg...z pomocą urodziwego trytona Dylana oraz uratowana przez przystojnego, ludzkiego sir Andrasa. Teraz zadaniem CC będzie znaleźć prawdziwą miłość, bo tylko ona pozwoli zostać jej na zawsze w ciele człowieka. Czy sir Andras jest dobrym kandydatem na Tego Jedynego? Dlaczego teraz, gdy CC jest bezpieczna na lądzie tak bardzo chce z powrotem zanurzyć się w głębinach oceanu? Jaki wpływ będzie miał na nią Dylan? Jakie przyjaźnie rozwiną się podczas jej pobytu na ziemi w 1014 roku? Kto okaże się prawdziwą miłością CC? Jaką rolę w tym wszystkim odegra ziemski przyjaciel Sean? I czy dane jej będzie żyć już do końca w wodzie czy na lądzie?

     Piszę tą recenzję dopiero teraz, kilka dni po przeczytaniu książki, bo gdybym zrobiła to na świeżo, nie wiem czy w ogóle wyszłoby z tego jakieś sensowne zdanie, tak książka mnie poruszyła. Wywołuje emocje w pewnym momencie pełne napięcia a w innych takie, że chcemy po prostu zacząć płakać, ale boimy się zmoczyć łzami kartek. P.C. po raz kolejny stworzyła świat do jakiego najchętniej sami byśmy się przenieśli albo co najmniej posiedzieli w nim trochę dłużej niż kilka godzin. Żeby mając do dyspozycji tylko słowa oraz pomysł stworzyć coś tak pięknego, trzeba mieć po prostu talent i umieć puścić wodze wyobraźni.

     Narracja książki jest trzecioosobowa jednak na samym początku wyjątkowo mnie to irytowało, bo bohaterka miała zwyczaj mówić sama do siebie, chociaż później już albo tego nie było albo po prostu przestałam zwracać uwagę, więc błędy zostały naprawione. To dobrze, że możemy poznać wszystko właściwie z perspektywy CC ale były momenty i dla Dylana. Wszystko czego się w wypadku tej książki obawiałam zostało świetnie przez panią Cast wytłumaczone. Dzięki owej narracji nie mamy nadmiaru zachwytów nad osobą namiętnego trytona czy przedawkowania czegokolwiek bo autorka dała nam wszystkiego po odpowiedniej ilości ale w taki sposób, że ta mieszanka stanowiła czasami nawet wyciskacz łez.

     Co do bohaterów to mimo iż poznajemy ich tu sporo, tak naprawdę nie każdego darzę sympatią. CC była w porządku główną bohaterką, Dylan przecudownym i przeuroczym kochankiem a bogini Gaja niesamowitą postacią. Fragmenty z nią aż ociekały magią. Mieszane uczucia mam za to co do przyjaciółek CC. Niby były w porządku i nic konkretnego do nich nie mam, jednak nie potrafiłam sobie wyobrazić dziewczyny w pięknym ciele syreny przyjaźniącej się z garbatymi i kulawymi staruszkami. To po prostu przekraczało horyzonty mojej wyobraźni. Od samego początku za to bezapelacyjnie irytował mnie ojciec William i sir Andreas. Śmierdziało od nich fałszywością na kilometr, od razu można było to wyczuć.

     Już o tym wspominałam w pewnym sensie, ale teraz ujmę to w ładniejsze słowa - na wielkie brawa zasługuje także ogólny pomysł autorki aby przekształcić legendę o syrenie Undine w taka książkę. Jeśli ktoś waha się nad zakupem, ale lubi opowieści o wielkiej miłości, oddaniu i poświęceniu niech się nawet nie zastanawia nad kupnem, bo wątek romantyczny w "Bogini Oceanu" jest jednym z najpiękniejszych z jakimi się w życiu spotkałam.

     Co do oprawy graficznej to olbrzymi aplauz dla polskich grafików którzy stworzyli coś tak pięknego i estetycznego. Zagraniczne okładki (powyżej) nie mogą się nawet próbować porównywać z naszą (mimo, ze 2 z 3 są właściwie naprawdę dobre), która jest cudowna, nastrojowa i przykuwająca wzrok. Największą wadą w książce jest to, ze jest bardzo... nie wiem jak to powiedzieć. Stabilna? Posiada grube strony i jest bardzo dopasowana do okładki i za każdym razem kiedy ją mocniej rozkładałam, na grzbiecie pojawiały się zagięcia, ale grzbiet ciemny więc nie widać aż tak bardzo.

    Cykl "Wezwanie Bogini" na całe szczęście posiada wiele tomów (jeśli się nie mylę to 7 i nie wiem czy ma być więcej, czy jest to zakończona seria) a autorka na skrzydełkach książki dała nam mały przedsmak tego, co nas czeka, ujawniając o czym będą trzy następne tomy. W drugiej części "Bogini wiosny" P.C. wyśle współczesną dziewczynę niczym Persefonę w piekielne zaświaty do Hadesu, w "Bogini światła" urzeczywistni w Las Vegas mit o Apollonie i Artemidzie (którego o dziwo nie znam, wiec jak najprędzej muszę się zapoznać) a "Bogini róży" będzie ucieleśnieniem baśni o "Pięknej i bestii", którą chyba każdy zna i większość kocha, dlatego to chyba tej części nie mogę się doczekać najbardziej.

     Podsumowując, w "Bogini oceanu" otrzymaliśmy dużą dawkę poczucia humoru chociaż z XI wieku, wątek mitologiczny, piękną historię miłosną oraz oczywiście walkę dobra ze złem. Zakończenie jest tak zadziwiające, ze po prostu czytałam je z otwartymi ustami i rozszerzonymi oczami, tak mnie zaskoczyło. No i ostatnie kilkadziesiąt stron wymusza od nas tyle emocji, ze spokojnie mogłam napełnić wannę swoimi łzami. Z całego serca polecam każdemu fanowi romansów, baśni, mitologii oraz dobrych książek "Bogini oceanu" i zdecydowanie daję ocenę 8/10. Więc nie zwlekajcie i biegnijcie do księgarń!

Oryginalny tytuł: Goddess of the Sea
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 408
Cena det.: 35 zł

wtorek

One Lovely Blog Award

Cześć wam ;)
Tym razem nie zaszczycę was jakąś recenzją, stosikami czy konkursem, a jedynie moją nominacją do One Lovely Blog Award przez Zuzę, którą znam bardziej z forum (które jest moim ulubionym forum, serdecznie was wszystkie zapraszam) niż świata blogowego, ale miło, że o mnie i tak o mnie pomyślała, więc dziękuję bardzo :)




Zasady: 
- napisz u siebie podziękowania i wklej link blogera, który cię nominował,
- napisz o sobie siedem rzeczy, 
- nominuj szesnaście innych, cudownych blogerów (nie można nominować osoby, która cię nominowała),
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji.


Podziękowania były, link wkleiłam więc teraz pora na 7 rzeczy o mnie. Przyznam, że ciężko jest mi opisywać siebie samą, ale zobaczymy co z tego wyjdzie ;)



1. Mam manię siedzenia na kilku (nastu) stronach w sieci naraz. Gdy siedzę przed komputerem muszę mieć otwarte wszystko co się da, żeby w wypadku nadesłanej wiadomości jak najszybciej na nią odpisać. Gdy muszę odejść od komputera na 10 min w ciągu których muszę wyłączyć te wszystkie karty, po powrocie muszę wszystko włączyć jeszcze raz tylko, żeby sprawdzić czy nie przyszła nowa wiadomość i przez te wszystkie czynniki często zwieszam komputery i doprowadzam do ich zepsucia. Z resztą nie tylko komputery. Psuję wszystko co elektroniczne, przestałam nawet liczyć ile telefonów zakończyło już żywota przez to, że należały do mnie. Aktualnie, jak pewnie żadna z was, nie mam komórki ale posprzedawałam książki i uzbierałam na xperię! XD

2. Kocham bajki. Uwielbiam czasem włączyć sobie starą, dobrą Królewnę śnieżkę, Śpiącą królewnę, Kopciuszka czy Kubusia Puchatka, bo te nowe bajki moim zdaniem nie mają w sobie tej magii którą miały tamte. Są pełne dziwnych odzywek nadających się do komedii, chociaż co prawda nie raz się przy nich śmieję i w głębi serca lubię także czasem obejrzeć Księżniczkę i żabę czy Zaplątanych. 

3. Nienawidzę insektów. Nie ma po prostu nic gorszego od robali. A już z tego wszystkiego najgorsze są pająki, po prostu gdy je widzę cała w trybie natychmiastowym uzbrajam się w gęsią skórkę i staram się je zabić tym, co tylko znajdzie się pod ręką, a jeśli mi się to nie udaje, od razu kogoś wołam, albo nie spuszczam pająka z oczu, żeby się gdzie indziej nie zaszył. Bo lepiej go widzieć, niż wiedzieć, że jest ale w innym miejscu.

4. Jestem BARDZO niecierpliwa. Podam przykład bardzo częsty a sprzed kilku minut. Piszę tego posta na wnerwiającym iMacu (jednak tylko na nim mogę mieć otwarte kilkanaście kart), mam już zapisane nie wiadomo ile i nagle wszystko mi się usuwa. Nie ma po prostu chyba niczego bardziej dołującego. Zaczynam się tak wnerwiać, ze najchętniej po prostu bym coś rozniosła.

5. Mam brzydką cechę, której nie znoszę, mianowicie gdy mam książkę, po prostu nie mogę się powstrzymać, żeby nie zajrzeć na ostatnią stronę (na moje szczęście większość książek paranormal romance, a takie głównie czytam, kończy się podobnie XD) i po prostu dziękuję niebiosom, jeśli okazuje się, że nie wyjawia on wszystkiego.

6. Nienawidzę swojego ciała, swoich włosów... właściwie nie mam w sobie rzeczy do której mogłabym się nie przyczepić. Kolor moich włosów mi się nie podoba tak samo jak ich długość i ułożenie, mam za dużo pieprzyków, nie mogę się opalać, a jak opalam to an brązowo, mam za dużą stopę, jestem za gruba, mam krzywe ramiona, za szerokie barki... mogłabym tak wymieniać w nieskończoność i mimo, ze większość ludzi mówi mi, ze nie, wcale taka nie jesteś to ja źle czuję się w swoim ciele.

7. Mimo, że jestem osobą towarzyską i która w grupie czuje się świetnie, przez zamieszkanie na takim trochę... odludziu (chociaż nie aż takim bardzo ;)) polubiłam także samotność, a jeszcze kilka lat temu byłam non stop odtrącana. Nikt w szkole mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić. Teraz to się zmieniło, ale nadal lubię po prostu posiedzieć sama z książką.

Ok, mam nadzieję, ze chociaż przejrzałyście/iście kilka z tych punktów, co zdecydowanie nie jest waszym obowiązkiem,a le miło by było :D

Teraz lista blogów, które ja nominuję ;) (kolejność ZUPEŁNIE przypadkowa) Żałuję, że tak mało miejsc :( Starałam się wybierać osoby które jeszcze nie zostały nominowane :D

3. Kala
8. @lma
15. Ven
16. Monika

Życzę miłego, dalszego nominowania :D

niedziela

Nawiedzone miasteczko Shadow Hills - Anastasia Hopcus

     "Przeżyj chwilę zapomnienia w tajemniczych murch Shadow Hills"

     "Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" to pierwsza wydana w Polsce powieść amerykańskiej autorki, Anastasii Hopcus. Przed jej przeczytaniem nie natknęłam się na żadną super-zachęcającą opinię czy recenzję i nie zamierzałam tej książki czytać, jednak przypadkowo wpadła one w moje ręce. Czy żałuję czasu spędzonego w Shadow Hills, czy może ksiązka okazała sie jednym z lepszych nabytków?

     Persephona po śmierci swojej siostry Ateny i przeczytaniu jej dziennika wyrusza do Shadow Hills oraz zapisuje się do tamtejszej szkoły chcąc odgadnąć dlaczego Atenie tak barzo zalezało na dostaniu się do niej. Phe, jak to kazała się nazywać, ma także niepokojące sny, jakoby stoi na nagrobku niejakiej Rebecki Sampson oraz ten chłopak. Chłopak ze snu. Gdy Phe spotyka go w Shadow Hills nie ma wątpliwości, że tak jak jego cała rodzina, w tym wredna siostra Corinne i arogancki oraz nachalny kuzyn Trent, nie jest taki jak wszyscy, jednak Zach w przeciwieństwie do swojej siostry oraz kuzyna próbuje pomóc Phe odkryć prawdę.

     Gdy dziewczyna odkrywa cmentarz Shadow Hills postanawia dowiedzieć się co takiego się stało, że wszyscy pochowani na nim umarli najpóźniej w roku 1736. Wojna? Plaga? Po przeglądnięciu niemałej ilości ksiąg mogła spokojnie stwierdzić, że była to zaraza jdnak dlaczego akurat Brytyjczycy przebywajacy wtedy w Shadow Hills przeżyli? Kim lub czym są Brevis Vita? Co oznacza koło hekate samoistnie tworzące się na biodrze Phe? Dlaczego Atena tak bardzo chciała odwiedzić to miasteczko? Kto jest wrogiem, kto przyjacielem?

     Książka Anastasii Hopcus napisana jest bardzo młodzieżowym stylem, co jednak jest zaletą, bo lektura ogólnie utrzymana jest w takim lekkim klimacie. Akcja dzieje się na terenie szkoły z internatem, w małym miasteczku. Schemat nie aż tak mocno oklepany, ale pani Hocpus mogła się bardziej postarać, chociaż... nie przeszkadzała mi ich szkoła. Narracja pierwszoosobowa, wszystko poznajemy z punktu widzenia Persephony, przez co jesteśmy tochę ograniczeni bo nie znamy myśli innych bohaterów, ale zawsze mogło byc gorzej.

     No właśnie, co do bohaterów to mamy ich tu bardo dużo, a sa najróżniejsi i w większosci niezwykle sympatyczni. Graham jest świetnym przyjacielem, Toy także w porządku, Adriannę bardzo polubiłam a do Brandy'ego także nic nie mam, ogólnie wszyscy przyjaciele Phe byli w porządku. Persephona także nie była jakoś specjalnie irytująca, a Zach i ogólnie wątek romantyczny z tą dwójką bardzo mi sie podobał, choć mało kiedy mi się wątki romantyczne nie podobają. Także mamy okazje poznać rodzinę Zacha - kuzyna, ojca, wujka i siostrę. Corinne od razu nastawiona była negatywnie do Phe i próbowała ją odwieźć od pomysłu zejścia się z bratem, a Trent strasznie się narzucał czego chyba żadna z nas nie lubi u chłopaków. Ogólnie to każdego bohatera poznajemy na tyle dobrze, żeby co nieco o nim napisać i stwierdzić, czy przypadł nam do gustu czy nie.

     Co do samej akcji to bardzo mi się podobała, a wiadomo, że jak akcja jest na plus to już można potraktowac książkę jako jak najbardziej dobrą pozycję. Tajemnicza fabuła, z Phe wkradającą się do biblioteki i podsłuchującą rozmowy ludzi przeplatana z wieloma fragmientami gdzie bawi sie z przyjaciółmi bardzo przypadła mi do gustu, a w niektórych momentach towarzyszy nam ogromne napięcie niczym w dobrym horrorze (czy odcinku supernatural XD). Trochę zawiódł mnie jednak fakt, że mimo iż i główna bohaterka jak i jej siostra miały imiona wywodzące się z mitologii, wątku mitologicznego nie mogliśmy wyraźnie odczuć. Trochę tam wzmianek było ale dość ubogo. Także ciekawy wydał mi się pomysł z Brevis Vita (o tym, czym są dowiecie się czytając książkę) bo poza nimi nie ma w książce wampirów, wilkołaków, demonów czy innych stworzeń nocy.

     Teraz możemy przejść do oprawy graficznej. Okładka utrzymana w jasnych barwach jest estetycznie wykonana i po prostu śliczna, aż miło sie na nią patrzy a w porównaniu do okładki angielskiej przepiękna, chociaz ta po lewej niczego sobie, za to ta po prawej trochę wyżej nie podoba mi się wogóle mimo, że jest właściwie... taka nastrojowa. Czcionka w książce nie jest ani za mała ani za duża, w sam raz więc nie widę tu powodu do narzekania ;)

     Podumowując, nie wiem dlaczego ta ksiązka nie jest polecana na prawo i lewo, a zdecydowanie powinna być , bo można z nią przeżyć naprawdę miłe chwile zapomnienia o realnym świecie. Polecam ją osobom które nie oczekują lieratury wyższej półki, a po prostu miłej lektury na dwa wieczory. Ale i tak polecam i daję ocenkę 7.5/10 bo mniejszej po prostu nie potrafię :).

Wydawnictwo: Nasza księgarnia
Rok wydania: 2011
liczna stron: 348
Cena det.: 34,90

No i na koniec trailerek książki, co prawda skromniutki ale może kogoś zachęci :D


piątek

Stosiki wakacyjno-lipcowe ;)

Na wielu blogach zaobserwowałam ostatnimi czasy stosiki wakacyjne, więc pomyślałam, ze ja się Wam swoimi zdobyczami także pochwalę. Mam nadzieję, że na wszystkie pozycje przyjdzie czas, chociaż pewnie zaraz dojdą nowe :) Tak więc zapraszam :D

Przepraszam za słaba jakość zdjęć ale robiłam je iPadem 2, a jesli ktoś ma to wie, ze zdjęcia nie wychodzą najlepiej ;)


Od góry:
1. "Anioł" L.A. Weatherly - z wymianki za "Królową Lata" ;)
2. "Bogini Oceanu" P.C. Cast - zakup własny, najbardziej wyczekiwana ksiązka :D (już zaczęłam i najgorsze w niej jest to, że gdy się czyta i rozkłada książkę dość szeroko robią się zagięcja na grzbiecie ;<)
3. "Syrena" Tricia Rayburn - książka-niespodzianka z Wakacyjnej Wymiany ;)
4. "Córka burzy" Richelle Mead - wstyd się przyznać ale kupiona tuż po premierze a jeszcze nie zaczęta.
5. "Spętani przez Bogów" Josephine Angelini - zakup na promocji w Empiku
6. "Cień nocy" Andrea Cremer - niestety to samo co w wypadku "Córki burzy" ;)
7. "Dziewczyna, która pływała z delfinami" Sabina Berman - trochę nie mój gatunek ale czytałam wiele dobrych opinii i dzięki wydawnictwu Znak niedługo pojawi się recenzja :)



Od góry:
8. "Czerwień rubinu" Kierstin Gier - także kupiona po premierze, jeszcze nie przeczytana (ale nie mogę się doczekać!).
9. "Ognista" Sophie Jordan - to samo co wyżej.
10. "Neva" Sara Grant - wygrana w konkursie na Qfancie
11. "Pocałunek demona" Lynn Raven - z wymianki.
12. "Lament. Intryga królowej elfów" Maggie Stiefvater - także z wymiany.
13. "Intruz" Stephanie Meyer - z wymiany. Nie mogę się doczekać, tyle pozytywnych opinii czytałam!
14. "Nawiedzone miasteczko Shadow Hills" Anastasia Hopcus (oparta) - także z wymiany a recenzja jutro/pojutrze.

 
Od góry:
15. "Córki księżyca. Bogini nocy/W zimnym ogniu" Lynne Ewing - od wydawnictwa Jaguar
16. "Córki księżyca. Nocny cień/Tajemny zwój" Lynne Ewing - wygrana w konkursie na LubimyCzytać.
17,18,19. "Pocałunek żelaza", "Więzy krwi", "Zew ksieżyca" Patricia Briggs - zakup własny. Nie mogę sie doczekać!!

Na chwilę obecną to by było na tyle ;) Jeśli chcecie polecic mi jakąś książkę stąd którą powinnam przeczytac jako pierwszą chetnie wysłucham propozycji :D
Miłego weekendu dziewczyny (no chyba, ze o czymś nie wiem i jacyś ludzie płci męskiej tez odwiedzają mojego bloga) ;D

PS: trochę nie w temat, ale moja rodzicielka ostatnio zauważyła, że gdy piszę na klawiaturze to piszę tylko palcami wskazującymi. Wy też tak macie, czy jestem jakaś inna XD?

wtorek

Numery. Czas uciekać - Rachel Ward

      "Kiedy przychodzi czas na ucieczkę"

      "Numery. Czas uciekać" To pierwsza część serii napisanej przez Rachel Ward. Nie ciągnęło mnie do tej książki, szczerze powiedziawszy, ale przeczytałam kilka naprawdę pozytywnych opinii i postanowiłam się z lekturą zapoznać. Nie miałam względem niej wysokich wymagań, tak więc jak wypadła w moim mniemaniu?

      Jem od zawsze, gdy spojrzy w oczy, które są w końcu odzwierciedleniem duszy człowieka, dostrzega numer. Na początku nie miała pojęcia, co może oznaczać, jednakże, data śmierci jej matki była dokładnie taka sama jak jej numer. Wtedy Jem już wiedziała co oznaczają numery. Dlatego podczas przechadzki po Londynie z, od niedawna przyjacielem, czarnoskórym Pająkiem, gdy pod London Eye widzi w oczach wielu ludzi te same numery wie, że musi brać nogi za pas. Numery wskazywały bowiem, że wszyscy ci ludzie zginą dzisiaj. Kamery rejestrują ją uciekającą tuż przed wybuchem bomby podstawionej przez terrorystów. W takiej sytuacji każdy, i niewątpliwie londyńska policja także, staje się podejrzliwy, więc nagle cały świat jest przeciwko Pająkowi i Jem. Muszą uciekać.

      Wspomagając się ukradzionymi pieniędzmi zaczynają podróż co chwilę to kradnąc auto i żyjąc z jedzenia chipsów kupionych na stacji paliwowej. Jem wiernie towarzyszy Pająkowi oraz słucha jego planów o przyszłości. Jednakże co jeśli dziewczyna wie o tym, że przyjaciel nie będzie miał żadnej przyszłości? Postanawiają wykorzystać każdą chwilę która im została razem w podświadomości wiedząc, że wspólnego czasu nie zostało im wiele jednak mając nadzieję, że jeszcze będą mogli się sobą nacieszyć. Czy uda im się przeżyć? Miłość pomoże czy przeszkodzi? Czy Jem może zmienić przeznaczenie i kupić im trochę czasu? Chociaż trochę?

      Prawdę powiedziawszy nie miałam najmniejszego zamiaru na początku przeczytać tej książki,  a język jakich Rachel Ward się posługiwała już od początku nie pozostawiał wiele do życzenia. Chciałam odłożyć książkę. Strasznie mnie irytowało takie "luzackie" podejście do wszystkiego i te "modne" zwroty, które, teraz już oficjalnie mogę to stwierdzić w literaturze przyszłości nie będą miały. Jem do wszystkiego podchodziła olewatorsko, nazywała ciotkę starą krową (bodajże) a Pająk nie był lepszy. Ale trzeba przyznać, że mimo iż tak teraz na to narzekam, to pod czas czytania ignorowałam to, bo skupiona byłam na fabule.

      Co do bohaterów to nie poznajemy ich zbyt wielu. Właściwie mamy okazję zaznajomić się tylko z Jem, Pająkiem oraz Val, babką Pająka, ewentualnie jest coś też o Karen, ciotce Jem, ale nie za dużo. Co do Jem to miała według mnie, tak jak już to wspomniałam, zbyt olewatorski stosunek do wszystkiego i po prostu nie mogłam sobie wyobrazić takiej zbuntowanej jak ona nastolatki z ogoloną głową i w babcinych ciuchach. Pająk był już trochę lepszy. Po praz pierwszy spotkałam się z czarnoskórym głównym bohaterem i nie, żebym popierała rasizm, bo oczywiście tego nie robię, ale ciężko mi było wyobrazić sobie czarnoskórego bohatera. Sama nie wiem dlaczego, po prostu pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. 

      Także głupim mi się wydaje... w ogóle można by powiedzieć, że fabuła. Jem i Pająk uciekają bo są PEWNI, że policja ich szuka i, że chcą ich zamknąć. co prawda mają przekichane ale to jak się zachowują świadczy tylko i wyłącznie o tym jacy jeszcze są po prostu... niedojrzali. Ech... tyle się rozwodzę nad wadami tej książki, że aż zapomniałam o zaletach dzięki którym ta pozycja na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Po pierwsze, mimo, że gdzieś, nie wiem skąd już znam ten motyw główny - czytanie daty śmierci z oczu, to książka wydaje się być oryginalna i wybijająca się ponad typowe, wampiryczne paranormale i nawet jest coś tam z paranormala ma to jest książką która "daje do myślenia". Pokazuje wewnętrzną walkę nastolatków po śmierci bliskiej osoby oraz poglądy na rzeczy z którymi nie wiedzą jak sobie poradzić. Oraz miłość, jej oczywiście także nie mogło zabraknąć. Pająk z przyjaciela stał się kimś najbliższym sercu dziewczyny... a to tylko przecież pogarsza sprawę. W końcu niedługo ma umrzeć.

      Podsumowując, "Numery. Czas uciekać" są powieścią, która ma naprawdę sporo wad, ale gdy się ją czyta nie zwraca się na nie uwagi, dopiero po podsumowaniu widzimy je czarno na białym. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy. Ta książka to pod koniec po prostu... wyciskacz łez, ale ja nie płakałam. Ja ryczałam. Od początku książki było wiadomo dzięki numerom kto kiedy umrze, ale i tak miałam nadzieję... Więc mimo wszystkich wad książce nie mogę po prostu postawić oceny mniejszej niż 8/10. Polecam.

Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 320
Cena det.: 24.90

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Wilga!